Burzyć i budować

Czy praca zawsze zwiększa majątek ludzi? Czy wystarczy pracować, aby żyć w dostatku i odłożyć na emeryturę? Niestety nie… Bezsensowna praca nie czyni nas bogatszymi, tylko biedniejszymi. Jednak, aby do takiego wniosku dojść, trzeba być dobrym ekonomistą, czyli umieć widzieć rzeczy, które na pierwszy rzut oka są nie tylko niedostrzegalne, ale nawet sprzeczne z logicznym myśleniem.

Na przykład zastanówmy się nad zakupem mięsa w supermarkecie, które obecnie jest w promocji. Nie możemy skupiać się nad tym, ile zarobimy na obniżce jednego kilograma polędwicy wołowej, tylko popatrzmy na to z szerszej perspektywy. Z mięsa trzeba przyrządzić potrawy — czy nasi domownicy lubią akurat ten rodzaj mięsa? Czy nie będą się męczyć, jedząc codziennie przez tydzień to samo danie? Czy będziemy mieli miejsce na przechowanie mięsa w lodówce oraz czy warto zaryzykować kłótnie z żoną/mężem, gdy ciepłe piwo nie zmieści się do wypchanej mięsem lodówki?

Jak mawiał klasyk: „Co dla Ciebie jest sufitem, dla mnie jest podłogą”[1].

Zapraszam do kolejnej części rozmowy Ojca z Synem, tym razem o tym, jak odróżnić dobrego ekonomistę od oszusta czyhającego tylko na nasze ciężko zarobione pieniądze.

  1. Chłopaki nie płaczą []

Hipnotyzujący symbol

Za „komuny” dolar amerykański był synonimem dobrobytu – waluty do której wszyscy mieli zaufanie, chceli oszczędzać. Był to symbol wolności w portfelu każdego obywatela PRLu, który dawał przepustkę do zakupu nowych jeansów czy radia.

Dzisiaj dolar ciągle kojarzy się z dobrobytem lub z dobrze płatną pracą za granicą. Ale czy zastanawiałeś się, dlaczego waluta amerykańska to dolar i skąd się wziął ten ten hipnotyzujący symbol „$”.

Zapraszam do kolejnej części rozmowy Ojca z Synem, będzie o historii tego symbolu.

US_$2_obverse


Papier pokonuje złoto

Papier to materiał pochodzenia organicznego, który wg kronikarza chińskiego został wynaleziony w Państwie Środka już w 105 roku n.e. Jak się to stało, że wyprasowana masa włóknista jest cenniejsza od złota, srebra czy innych szlachetnych metali? A może to nie chodzi o papier sam w sobie, tylko o nadruk i podpis znajdujący się na nim? Zaufaliśmy emitentowi pieniądza, że kawałek papieru z podobizną czyjegoś króla, prezydenta lub senatora ma jakąś wartość. Czy słusznie? Zapraszam do kolejnej odsłony rozmowy Ojca z Synem, tym razem o tym, jak papier pokonał złoto.