Co widać, a czego nie widać

– Synu, teraz chciałbym ci przekazać wiedzę, dzięki której będziesz mógł odróżnić, który ekonomista jest dobrym ekonomistą, a który się na tym nie zna i wykonuje swoje zadanie tylko na podstawie tego, co widać na pierwszy rzut oka – zaczął proroczo swój wykład Tata.

– Poczułem się teraz, jakbyś chciał przekazać mi cały dobytek swojego życia, a to przecież tylko zwykła wiedza, która na dodatek w tym momencie mi się nie przyda – wtórował mu Syn.

– Musisz traktować wiedzę jak towar – jak coś, co możesz sprzedać drugiej osobie. Dodatkowo wiedza jest jednym z czynników produkcji, ale o tym porozmawiamy później. Wróćmy jednak do ekonomisty i sprawdzania jego kompetencji. Fryderyk Bastiat — francuski filozof, polityk i zwolennik gospodarki wolnorynkowej — w swoim dziele „Co widać i czego nie widać” przyjął jasne kryterium podziału ekonomistów. Jednak zanim do tego dojdziemy, chciałbym, abyś przypomniał sobie kilka faktów z twojego — jeszcze krótkiego — życia. Pamiętasz, jak strasznie dokuczałeś Ani w trzeciej klasie szkoły podstawowej i jakie były skutki tego działania? – zadał pytanie Ojciec.

– Bardzo dobrze pamiętam – posmutniał trochę Syn – Przez jeden z wygłupów złamałem sobie rękę.

– A czy złamanie ręki to był jedyny skutek twoich wygłupów?

– Nie, była jeszcze obniżona ocena ze sprawowania, kilka uwag w dzienniku i chyba byłeś raz w szkole z tego powodu – wyliczył Syn.

– Synu, jaką ty masz dobrą pamięć! Szkoda, że do wiedzy szkolnej takiej nie masz. Jednak wg kryteriów Bastiata, byłbyś złym ekonomistą.

– A mógłbyś mi wytłumaczyć, co mają wspólnego moje wybryki z podstawówki z wielką światową ekonomią, na temat której prowadzimy ten żywy dyskurs? – z sarkazmem powiedział Syn.

– Nasz dyskurs, jak to ładnie nazwałeś, dotyczy właśnie wielkiej światowej ekonomii, a dokładniej najważniejszego elementu w tej ekonomii, czyli działań człowieka[1]. Analizując swój własny wybryk, dostrzegłeś tylko rzeczy, które były na pierwszy rzut oka widoczne oraz zignorowałeś te, których nie widać, a też są ważne. Popatrz na to w szerszej perspektywie. Złamałeś rękę, czyli nie mogłeś ćwiczyć na wychowaniu fizycznym, co wykluczyło cię z kilku meczów między twoją klasą a klasą „B”, co — jak pamiętam — było dla ciebie ważne. Pojechałeś na wakacje ze złamaną ręką i dlatego nie mogłeś kąpać się w morzu, bo gipsu nie można zamoczyć. Kolejnym skutkiem było to, że nie musiałeś pisać na lekcjach, z czego byłeś bardzo zadowolony, i — chyba najważniejszy dla ciebie punkt — otrzymałeś odszkodowanie, za które coś sobie kupiłeś. Z kolei dla mnie najważniejszym skutkiem twojej złamanej ręki było to, że przestałeś dokuczać Ani. Musisz starać się dostrzec wszystkie skutki swoich decyzji, ponieważ każde twoje działanie przynosi wiele następstw. Tak samo jest w ekonomii – każdy czyn, zwyczaj, prawo lub instytucja pociąga zwykle wiele następstw (Bastiat, 2009). Dobry ekonomista potrafi dostrzec trwałe korzyści oraz patrzy na swoje decyzje nie tylko z perspektywy osoby, która była bezpośrednio w coś zaangażowana, ale także z perspektywy innych ludzi, których dane zdarzenie dotyczyło pośrednio – powiedział Tata.

– Ahhhha – powiedział z lekkim zwątpieniem w głosie Syn.

– Myślę, że nie rozumiesz, postaram ci się to wytłumaczyć na kilku przykładach – zaoferował Ojciec. Tylko pamiętaj, że jak coś będzie niejasne, to od razu zadawaj pytania.

– Dlaczego nie wierzysz w możliwości swojego Syna? Chociaż … w tym wypadku masz rację, jestem trochę zdezorientowany i czekam na dalsze wyjaśnienia – powiedział Syn.

– Dobrze, to w takim razie zacznijmy od kolejnego przykładu z twojego życia. Pamiętasz, jak dwa lata temu zepsuł ci się komputer i ze względu na to, że dostajesz dość wysokie kieszonkowe …

– Tato, wysokość kieszonkowego jest sprawą względną – przerwał mu Syn.

– … musiałeś sam naprawić ten komputer – kontynuował swój wykład Tata, nie zwracając uwagi na zaczepki Syna. – Miałeś odłożone trochę pieniędzy, które w pierwotnym założeniu chciałeś przeznaczyć na nowy strój piłkarski czy jakiś wyjazd. Niestety, musiałeś zrezygnować z tego i zapłacić tymi pieniędzmi za naprawę komputera. Zrobiłeś tak, ponieważ uważałeś, że jest dla ciebie ważniejszy. Mam rację?

– Niestety, masz. Pamiętam, że kosztowało mnie to sporo pieniędzy, ale cóż zrobić? Bez nowego stroju piłkarskiego można żyć, bez komputera już nie.

– Mam trochę inne zdanie na temat tego, co jest niezbędne do życia – uśmiechnął się Ojciec. – Jednakże udało, ci się uchwycić najważniejszą puentę. Teraz powiem ci coś zaskakującego. Niektórzy ludzie błędnie uważają — część z nich znajduje się, niestety, w naszym rządzie — że jeśli co tydzień ktoś w nocy przychodziłby do ciebie i psuł raz kartę graficzną, raz dysk twardy, raz monitor, innym razem dziurawiłby korki do gry w piłkę, a jeszcze innym niszczyłby twoje ubrania, to takie działanie przyczyniłoby się do rozwoju naszej gospodarki, ponieważ dzięki temu kupowałbyś ciągle nowe rzeczy i dawałbyś pracę innym ludziom[2].

– Czyli niektórzy twierdzą, że jak biedny szesnastolatek z niskim kieszonkowym co tydzień będzie chodził do sklepu i kupował ponownie rzeczy, które już wcześniej posiadał, ale się zepsuły, to przyczyni się do rozwoju gospodarki naszego kraju? Tato, przecież to całkowita niedorzeczność. Jak ja sobie mogę kupić coś nowego, skoro cały czas będę musiał naprawiać zepsute rzeczy?

  1. Według ekonomii klasycznej to człowiek w ekonomii jest najważniejszy []
  2. Inspiracja dziełem Bastiata. []

Zbita szyba i złamana ręka

– W ekonomii nazywa się to mitem zbitej szyby. Mit ten opisuje pewną sytuację, zresztą bardzo podobną do twojej. W pewnej miejscowości mieszkał sobie piekarz, który prowadził swoją własną piekarnię. Pewnego wieczoru chuligan zbił szybę. Rano zebrała się grupa osób i zaczęli pocieszać nieszczęśliwego piekarza następującymi słowami: W pewnej mierze z tej straty jest jakiś pożytek. Takie wypadki sprawiają, że przemysł ma zajęcie. Wszak ludzie muszą z czegoś żyć. Co stałoby się ze szklarzami, gdyby nigdy nie tłuczono szyb? A tak szklarz za zarobione pieniądze kupi garnitur albo nowe buty. Dzięki temu zarobi szewc lub krawiec, a potem jeden z nich kupi od rolnika trochę jabłek lub gruszek. Tak pieniądze będą krążyć w gospodarce i pobudzać ją do działania. Mit ten kończy się wypowiedzią piekarza, który wyprowadza gapiów z błędu, tłumacząc im, że przez ten akt wandalizmu gospodarka wcale nie została pobudzona, tylko nastąpiła strata.
Synu, skoro zauważyłeś, że coś tu jednak śmierdzi, to może mi wytłumaczysz, dlaczego gospodarka jednak straciła, a nie zyskała? – zwrócił się do Syna Ojciec.

– Nie wiem, Tato. Trudne pytania zadajesz. Wydaje mi się, że tak samo jak ja ten piekarz pewnie chciał na coś przeznaczyć te pieniądze i teraz musi z tego dobra zrezygnować, aby naprawić szybę. Ja wtedy zrezygnowałem ze stroju piłkarskiego.

– Bardzo dobrze, dokładnie tak było – pochwalił Syna Ojciec. – Zarówno ty, jak i ten piekarz tak samo pobudzilibyście gospodarkę, gdybyście kupili to, co pierwotnie chcieliście kupić. Dodatkowo, oprócz pobudzenia gospodarki, bylibyście bogatsi o tę rzecz. Paradoksalnie, gdyby ten mit był prawdziwy, można by dojść do wniosku, że wojny, kataklizmy czy zwykły wandalizm są dobre dla gospodarki i należałoby ciągle niszczyć własność prywatną lub publiczną. Jednak, jak już wcześniej zrozumiałeś, tak nie jest. Czy widzisz już teraz, jak ważne jest dostrzeganie rzeczy, których na pierwszy rzut oka nie widać? – zapytał Ojciec (, ).

– Tak, teraz już rozumiem. Tato, a ludzie naprawdę w taki mit wierzą? Przecież trudno uznać za prawdę to, że niszczenie powoduje rozwój.

Tak, wierzą, ale to nie jest do końca tak, że przychodzi do ludzi ekonomista czy polityk i mówi wprost, że dzisiaj będziemy niszczyć, abyśmy jutro mogli budować i rozwijać gospodarkę. Wtedy ludzie od razu wychwyciliby sprzeczność. To jest bardzo skomplikowany mechanizm i na pierwszy rzut oka jest on bardzo trudny do wychwycenia. To jest tak samo jak z bombonierką, na zewnątrz wszystkie czekoladki wyglądają pięknie, są ładnie zapakowanie i samym wzrokiem chciałoby się je zjeść. Jednak dopiero wtedy, gdy rozpakuje się czekoladkę, włoży do ust i przekona się, co tak naprawdę jest w środku, to dopiero można powiedzieć, czy ona jest smaczna czy nie – argumentował Tata.

– Aż mi się teraz zachciało bombonierki. Wiesz, Tato, nie chcę ci burzyć twojego dzieciństwa i zamiłowania do testowania smaków czekoladek, ale zawsze na spodzie opakowania takiej bombonierki jest informacja, jaki smak ma każda czekoladka i nie trzeba się niemile zaskakiwać – powiedział z uśmiechem Syn.

– Tak, wiem, że jest tam taka informacja, ale widzisz, ludzie są z natury nieufni i nie wierzą producentowi, że czekoladka w czerwonym sreberku ma orzechy, na które np. są uczuleni lub ich nie lubią. To samo jest z ekonomią, ludzie nie wierzą Bastiatowi, Misesowi, von Hayekowi, Smithowi oraz wielu innym i wolą sami się przekonać o „smaku czekoladki”. Ja staram ci się dać wiedzę, dzięki której nie tylko uwierzysz, ale także będziesz mógł sam sprawdzić, czy „dana czekoladka ma orzechy czy ich nie ma”, nawet nie wkładając jej do ust.

– Zamiast wiedzy na ten temat wolałbym dostać bombonierkę, ale i tak dziękuję. A te nazwiska, które wspominałeś wcześniej, mam sobie gdzieś zapisać czy co mam z nimi zrobić? – zapytał Syn.

– Jak skończymy tę rozmowę, to ekonomiści, o których wcześniej wspominałem, będą ci bardzo bliscy. Teraz postaram się wytłumaczyć ci na przykładach stricte ekonomicznych, dlaczego w ten mit tak łatwo uwierzyć i jak ważne jest szerokie spojrzenie na problem i dostrzeżenie rzeczy, których nie widać. Czasami wiele problemów ekonomicznych łatwiej jest zrozumieć, gdy przeniesiemy je z płaszczyzny państwa na płaszczyznę rodziny. Wtedy można dostrzec wiele nieścisłości, które nie są widoczne, gdy wypowiadamy się tylko o państwie. Spróbujemy teraz zrobić ten sam manewr, może nam się uda. Ja jako przykładny Ojciec, głowa rodziny, powinienem umieć zagospodarować czas wolny swoim dzieciom …

– Zgadzam się z tobą, dziękuję za komputer, Tato. Nie myślałem, że jest to twój obowiązek.

– Akurat o komputerze teraz nie myślałem. Myślałem o pracy wakacyjnej. Praca ta polegałaby na tym, że cała nasza rodzina, ty także, złożyłaby się na kosiarkę, grabie, mały traktorek i wynajem pola od naszego sąsiada. Złożylibyśmy się na pensję dla ciebie, ty byś przez całe wakacje kosił to pole, zbierał siano i pod koniec wakacji mielibyśmy sporo siana dla zwierząt. Co myślisz o tym?

Bardzo podoba mi się to, że zarobię pieniądze. Szkoda, że będą musiał wykazać się aktywnością fizyczną,jest mi to bardzo nie na rękę. Dodatkowo strasznie nie lubię kosić trawy. Tato, jedna rzecz mnie bardzo niepokoi – po co nam jest pole, trawa i siano skoro jedynymi zwierzętami mieszkającymi w naszym domu są komary i to tylko w lecie. Jak mi to wytłumaczysz, postaram się znaleźć motywację do koszenia, chociaż nie ukrywam, jestem drogim pracownikiem – uśmiechnął się Syn.

– Cieszę się, że się tak rozwijasz dzięki naszej rozmowie. Zauważyłeś duży problem ekonomiczny związany z robotami publicznymi.

– Tato, z jakimi robotami? Co to są roboty publiczne?

– Roboty publiczne to w wielkim uproszczeniu prace, które są wykonywane na zlecenie państwa za pieniądze podatników. Ich głównym zadaniem jest sfinansowanie przedsięwzięć, które teoretycznie przyniosą korzyści dla obywateli. Przykłady robót publicznych to: usypywanie wałów przeciwpowodziowych, naprawa ulic, budowa mostów, wiaduktów, melioracja rzek, kopanie kanałów i wiele innych czynności. Jednakże z tymi korzyściami w praktyce wygląda różnie.

– Ciągle nie rozumiem, co ma wspólnego moje hipotetyczne koszenie trawy dla urojonych zwierząt do budowy mostów, wiaduktów czy melioracji rzek – oznajmił Syn.

– Wszystko zależy od tego, jaki jest główny cel robót publicznych – zaczął Ojciec. Jeśli celem usypania wałów przeciwpowodziowych jest ochrona miasta przed zalaniem albo budowa mostu jest potrzebna mieszkańcom do skrócenia czasu podróży, to wszystko jest w porządku. Jednakże, gdy głównym celem robót publicznych jest stworzenie miejsc pracy i zapewnienia ludziom zajęcia przez 8 godz. dziennie, to wtedy możemy się zastanowić, czy to naprawdę ma sens i czy nie dochodzimy do takiej samej sytuacji, jaka ma miejsce przy koszeniu przez ciebie trawy. ty też dałeś się nabrać na pewne moje sztuczki. Po pierwsze, zgodziłeś się na to, że też będziesz się składał na swoją wypłatę za koszenie trawy, czyli tak naprawdę zamiast powiedzmy 10 zł za godzinę pracy, dostałbyś tylko 8 zł. Po drugie, dochodzimy tutaj do paradoksu, że ten sam efekt, czyli zagospodarowanie twojego wolnego czasu, uzyskalibyśmy, gdybyśmy te pieniądze dali tobie na kino, wycieczki czy dowolną inną rozrywkę. Teraz przenieśmy koszenie trawy na grunt państwowy. Wyobraź sobie, że w państwie bez pracy jest 2 tys. murarzy. Jakaś osoba z rządu wpadnie na genialny pomysł zbudowania 100 nowych szkół w różnych regionach kraju. Szczytny cel, prawda? Murarze mają zajęcie, państwo ma nowe szkoły, dzieci mają się gdzie uczyć, czyli wszystko na pierwszy rzut oka wygląda bardzo dobrze. Pamiętaj jednak o tym, czego nie widać, czyli, że celem zbudowania tych szkół nie było zapewnienie dzieciom godziwego miejsca do nauki, tylko zapewnienie murarzom zajęcia. Nie mamy gwarancji, że dzieci te szkoły wypełnią, nie wiemy, czy placówki edukacyjne są akurat w tej miejscowości potrzebne, może w innej bardziej by się przydały. Szkoły po zakończonej budowie będą generować nowe koszty, ponieważ trzeba je ogrzać, posprzątać, co pewien czas pomalować. Za koszty budowy i koszty utrzymania zapłaci podatnik, czyli także ten murarz, który przez kilka miesięcy miał pracę. Czy nie byłoby lepiej, gdyby murarz pracował nad czymś co przyniesie ludziom pożytek, a nie tylko jemu da pracę na kilka miesięcy? (Bastiat, 2009)[1]

  1. inspiracja dziełem Bastiata „Co widać, a czego nie widać” []

Sposoby wydawania pieniędzy

–Tato, ja tutaj czegoś nie rozumiem. Przecież według waszego świata dorosłych, dzieci muszą chodzić do szkoły, czyli szkoły muszą istnieć. Skoro istnieją, to ktoś je wybudował. Czy tak trudno zbudować tyle szkół, aby murarz miał zajęcie i aby ich było dokładnie tyle, ile jest potrzebne? Gdzie tkwi problem?

–Problemy są dwa: komunikacja i natura ludzka. Oba problemy łączą się ze sobą. Zacznijmy od omówienia drugiego problemu, czyli natury ludzkiej. Milton Freedman podzielił sposoby wydawania pieniędzy na cztery kategorie. W pierwszej każdy z nas wydaje własne pieniądze na zaspokojenie swoich potrzeb, czyli, dla przykładu, ty wydajesz swoje kieszonkowe na zakup nowej gry komputerowej. Szastasz wtedy swoimi pieniędzmi czy raczej starasz się je wydawać racjonalnie?

–No, zawsze kupuję tylko te gry, które mnie interesują – zastanowił się Syn. – Nie zdarzyło mi się, abym kupił grę, która mi się nie podoba. Mam za małe kieszonkowe, aby kupować często nowe gry.

–Tacy ludzie jak ty zawsze będą mieli za mało pieniędzy. Zauważ, że sam zwróciłeś uwagę na to, że wydajesz swoje pieniądze najlepiej, jak tylko potrafisz, gdy zaspokajasz swoje potrzeby. Liczysz się wtedy z każdą złotówką.
Druga kategoria to wydawanie swoich pieniędzy na inne osoby, np. wtedy, gdy kupujesz prezenty. Może opowiesz mi, jak u ciebie wygląda sposób zakupu prezentów? – zadał pytanie Ojciec.

–Hmmm, to zależy od osoby, której coś kupuję i od okoliczności – zaczął Syn. – Jak już to wiem, to wtedy ustalam sobie budżet, powiedzmy 50 zł, i idę do sklepu i szukam dla danej osoby jakiegoś podarunku.

–Odpowiedziałeś tak samo jak Milton[1]. Zauważ, że przy zakupie prezentów najważniejszą rzeczą dla ciebie jest dostosowanie kosztów tego prezentu do budżetu, który sobie wcześniej założyłeś. Jakość prezentu przechodzi już na drugi plan.
Trzecia kategoria to zaspokajanie swoich potrzeb przez korzystanie z pieniędzy innych ludzi, np. Babci. Pamiętam, że jak byłeś dzieckiem, to zawsze jak mama lub babcia dawały ci pieniądze na lody lub napój, a ty nie musiałeś oddać reszty, to kupowałeś sobie tańszy napój i jeszcze batona. Ale gdy musiałeś oddawać resztę, to starałeś się kupić najdroższy napój, na jaki cię było stać. Tak działają także inni ludzie. Moi pracownicy, gdy mają obiad firmowy w restauracji, nie zwracają uwagi na cenę, tylko, tak jak ty, chcą dobrze zjeść i nawet nie myślą o oszczędzaniu, skoro mają firmową kartę kredytową.

–W sumie Freedman ma rację, rzeczywiście tak robiłem. Pamiętam, że nawet czasami nie potrafiłem dopić napoju. Po prostu kupiłem go za dużo, a jaka jest czwarta kategoria? – zaciekawił się Syn.

–Czwarta kategoria jest najgorsza, ponieważ tam wydajesz cudze pieniądze na cudze potrzeby. Jest to połączenie najgorszych cech kategorii drugiej i trzeciej. Pieniądze wtedy są wydawane beztrosko. Tak właśnie wydaje pieniądze rząd, który marnotrawi to, co my mu dostarczamy w podatkach. Tutaj jednak trzeba jasno powiedzieć, że to nasza natura ludzka jest przyczyną tej rozrzutności. Już tacy jesteśmy, że bardziej zależy nam na zaspokajaniu swoich potrzeb niż potrzeb innych ludzi. Zdarzają się jednak wyjątkowi ludzie, którzy potrafią dobrze wydawać pieniądze innych.

–To dlaczego nie wybieramy takich ludzi do rządzenia?

–To jest bardzo trudne, aby znaleźć takich ludzi. Większość z nich realizuje się już w innych zawodach i nie ciągnie ich do polityki. Historia uczy nas, że łatwiej jest ograniczać wydatki związane z czwartą kategorią, niż znaleźć do niej odpowiednie osoby. To jest tak samo, jakbyśmy jesienią i zimą, gdy łatwo o przeziębienie, nie ubierali się ciepło, tylko czekali na nadejście choroby, wiedząc, że w aptekach znajdują się na nie lekarstwa. Łatwiej jest zapobiegać, niż leczyć, powinniśmy raczej niwelować przyczynę, a nie walczyć ze skutkami – powiedział Tata.

–Czyli, wracając do naszego przykładu ze szkołami, natura ludzka jest powodem tego, że murarze budują szkoły, które się nikomu nie przydadzą? Ciągle nie rozumiem, jak można w takim wypadku zlikwidować skutek. Przecież według waszego świata dorosłych szkoły jednak muszą być – powiedział bez przekonania Syn.

–Naturalnie, doszliśmy teraz do drugiego problemu, czyli do komunikacji. Ludzie głównie komunikują się mową lub pismem i to bardzo dobrze się sprawdza, gdy chcemy poplotkować, przekazać komuś wiedzę czy zrobić zakupy. Jednak gdy chcemy zarządzać ogromnymi projektami, jak walka z bezrobociem, poziom szkolnictwa czy produkcja ołówków[2], to okazuje się, że czasami komunikacja powoduje, że projekty te stają się mało efektywne i ryzyko niepowodzenia drastycznie wzrasta. Przez komunikację rozumiem także nadzór nad tymi projektami.

–Tato, ale produkcja ołówków jest banalnie prosta – kawałek drewna, grafit i gumka do gumowania. Walczyć z bezrobociem pewnie bym nie potrafił, ale zbudować ołówek jak najbardziej – dumnie odpowiedział Syn.

–Jeśli ty potrafisz stworzyć ołówek, to jesteś pierwszą osobą na świecie. Nikt przed tobą nie ma posiadł takiej wiedzy pozwalającej mu samemu zbudować ołówek.

–Tato, powiedz mi, dlaczego. Co w budowie takiego ołówka jest skomplikowane?

–Wytłumaczę ci to tak samo, jak przestawił to w książce ”Ja, Ołówek„ Leonard E. Read. Historia wyprodukowania ołówka rozpoczyna się ścięciem drzewa. Zastanów się teraz, ile potrzebujesz narzędzi oraz ile rąk do pracy, aby takie drzewo zostało ścięte. Pomyśl także o ludziach, którzy byli zaangażowani w stworzenie narzędzi, o hutnikach w hutach stali, górnikach kopiących rudy żelaza oraz o rolnikach pracujących na polach konopi[3]. Pomyśl również o ludziach zaangażowanych w transport ściętego już drzewa do tartaków, o jedzeniu, o filiżankach kawy, które piją zawsze przed rozpoczęciem zmiany lub w czasie przerwy. Nasza droga się dopiero rozpoczyna, jak na razie dotarliśmy dopiero do tartaku, a spotkaliśmy już ogromną rzeszę ludzi. W tartaku drzewo jest cięte na malutkie listewki długości ołówka. Później jest suszone, aby wyglądało pięknie, a nie blado (…) Zastanawiałeś się ile potrzeba umiejętności, aby wyprodukować barwniki i piece, dostarczyć ciepło, światło i energię, pasy i silniki oraz inne rzeczy potrzebne w tartaku.(Friedman, 2012, 3)>. Tak oto przygotowane listewki wędrują do fabryki ołówków. Tam maszyny dodają grafit, klej i wszystko łączą, tworząc tzw ”kanapkę„. Przypatrzmy się teraz grafitowi. Jest on wydobywany na przykład na Cejlonie. Pomyśl o górnikach oraz tych, którzy wykonują narzędzia i papierowe worki, którymi grafit jest transportowany, o tych, którzy produkują sznur do ich wiązania, o tych którzy ładują je na pokład statków, oraz tych, którzy statki budują (Friedman, 2012, 3). Wydobyty grafit wymaga oczyszczenia, lakierowania i wielu innych czynności, o których sam nie mam pojęcia. Kiedy mamy już grafit i część drewnianą ołówka, musimy pamiętać jeszcze o jego koronie. Gumkę i metalowe gniazdo dla niej też trzeba wyprodukować (Friedman, 2012). Teraz już wiesz, dlaczego byłeś w błędzie, twierdząc, że potrafisz sam stworzyć ołówek? – zapytał Ojciec, wiedząc, jaką odpowiedź otrzyma.

–Nie wiedziałem, że zwykły ołówek jest tak trudny w produkcji. Ciągle nie rozumiem, jak się to dzieje, dlaczego tak skomplikowany mechanizm tworzenia ołówków działa bez osoby, która tym wszystkim zarządza – powiedział Syn.

–Wielu mądrzejszych ludzi niż ja już się nad tym zastanawiało. Starali się zrozumieć, dlaczego tysiące ludzi, którzy mają z natury różne cele, nie mówią tym samym językiem, potrafią się porozumieć i wytworzyć ołówek. Odpowiedział na to zagadnienie Milton Friedman, który słusznie stwierdził, że jest to magia systemu zarobkowego, który połączył tych wszystkich ludzi w celu wyprodukowania ołówka za przystępną cenę (Friedman, 2012).

–Tato, co to jest ta magia systemu zarobkowego? Za bardzo tego nie rozumiem – żalił się Syn.

–To jest zysk, który daje ludziom konkretne korzyści za zrobienie jakiejś pracy. Dzięki temu ludzie są zmotywowani do działania, ponieważ odczuwają korzyść ze swojej pracy. Musisz tylko pamiętać o tym, aby nie utożsamiać zysku z samymi pieniędzmi – wytłumaczył Ojciec.

–A jak mam rozumieć zysk, jak nie jako zwiększenie ilości pieniędzy w moim portfelu? – zapytał Syn.

–Zysk, wg słownika PWN to jest korzyść, pożytek oraz nadwyżka wpływów nad wydatkami, więc jest zdecydowanie szerszym pojęciem niż sam zysk pieniężny. Jest oczywiście ważny, ale czasami warto być stratnym pod względem finansowym, by zyskać przyjaźń, miłość czy żonę. Dobrze to widać na przykładzie ludzi pracujących w fundacjach. Pracują oni często za głodowe pensje lub za darmo, a jednak praca przynosi im ogromną satysfakcję. Oni odbierają ten zysk w inny sposób, nie za pomocą środków materialnych, tylko poprzez radość z wykonywanej pracy. A ty miałeś kiedykolwiek sytuację, w której zysk niematerialny miał dla ciebie większą wartość od pieniądza? – zapytał Ojciec.

–Tak, miałem. To znaczy tak w zasadzie to nie ja miałem, tylko mój kolega. Jak w pierwszej klasie chwaliliśmy się, co dostaliśmy na gwiazdkę, to Artur powiedział, że dostał trąbkę. Wszyscy się dziwiliśmy, bo w sumie dość słaby prezent, szczególnie, że Artur nie był nigdy osobą uzdolnioną muzycznie. Kiedy chcieliśmy go jakoś pocieszyć, to powiedział nam, że to jest super prezent, bo zarabia na nim codziennie 1 zł. Zapytaliśmy go, w jaki sposób, a on odpowiedział, że tata mu daje złotówkę, aby przestał trąbić.

–Nie do końca o taką historię mi chodziło, ale rzeczywiście morał się zgadza. Jednak święty spokój i cisza to jest rzecz bezcenna. Przejdźmy teraz do troszkę mniej lubianego przez ciebie tematu …

  1. Milton Freedman []
  2. Nawiązanie do książki „Ja, Ołówek. []
  3. Z konopi tworzy się liny wykorzystywane do ścinania drzew []