Wstęp

Bill Clinton w swojej kampanii prezydenckiej mówił Gospodarka, głupcze!, a gospodarka, jak wiemy, jest kierowana za pomocą decyzji ekonomicznych podejmowanych zarówno przez polityków, jak i przez osoby zaangażowane w proces gospodarczy. To od nas zależy, czy za dwadzieścia lub trzydzieści lat, gdy obecne pokolenie dzieci będzie robić pierwsze kroki w wielkiej polityce i biznesie, będziemy mogli cieszyć się dobrobytem i szybkim rozwojem gospodarczym, wolnością ekonomiczną i wysokimi emeryturami.

Celem niniejszej pracy jest zwrócenie uwagi na problem małej wiedzy ekonomicznej wśród Polaków oraz kształtowanie w przyszłych politykach, biznesmenach i bankierach podstaw ekonomicznych, które zapewnią w przyszłości wysoki dobrobyt.

Milton Fiedman w jednym ze swoich publicznych wystąpień powiedział: Nie zanotowano nigdy efektywniejszego mechanizmu eliminowania biedy niż wolna przedsiębiorczość i wolny rynek. Okresem, w którym przeciętnemu człowiekowi poprawiło się najbardziej, był wiek XIX i początek XX wieku(Friedman, 2012).

Nie możemy polegać na publicznym systemie edukacyjnym, ponieważ w tej materii działa on bardzo niewydolnie i kształci ekonomicznych analfabetów.
Analizując dane ekonomiczne, musimy mieć podstawową wiedzę na ich temat. Robert Gwiazdowski na swoim blogu zamieścił anegdotę, która obrazuje, do jakich wniosków można dojść, gdy nie posiada się odpowiednich podstaw i „kręgosłupa ekonomicznego”: Radziedzcy uczeni badali kiedyś muchy. Wyrwali musze nogę i wydali komendę: „idi mucha”. Mucha szła. Po wyrwaniu musze ostatniej nogi, gdy nie zareagowała na komendę „idi”, doszli do wniosku, że mucha ogłuchła(Gwiazdowski, ).

Musimy sami zaszczepić w młodych ludziach ducha ekonomii klasycznej i nie pozwolić „ogłuchnąć” nam, jak i naszym pociechom.

Źródła:

Gwiazdowski, Robert. “Naukowcy Z Bonn.” Accessed June 5, 2013. http://www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=1177.
Friedman. “Milton Friedman - Odpowiedzialność Za Biedę.,” 2012. http://www.youtube.com/watch?v=r_JTerVMPq8.


Wstęp do rozmowy część 1

Występują

Ojciec: Czterdziestoletni mąż, ojciec i głowa rodziny. Twardo stąpający po ziemi przedsiębiorca. Zwolennik gospodarki wolnorynkowej.
Syn: Szesnastoletni uczeń gimnazjum, miłośnik piłki nożnej, zakupów i szybkiego wydawania pieniędzy.
Mama i Babcia: Często wymieniani członkowie rodziny.

– Tato, co robisz?

– Siedzę i oglądam telewizję – powiedział Tata.

– A co oglądasz? Może przełączymy na kanał ze sportem? – zapytał Syn.

– Może za chwilkę, oglądam teraz debatę w telewizji – ludzie rozmawiają o tym, które podejście do ekonomii jest lepsze: klasyczne czy keynesowskie.

– Tato, to pewnie jakieś nudy są, przełącz na kanał 88 – odrzekł Syn.

– Masz już 16 lat, mógłbyś się w końcu dowiedzieć, co to jest ta ekonomia i mieć swoje zdanie na ten temat – argumentował Tata.

– Ależ Tato, Ty nudzisz, przecież to mnie nie dotyczy. Nigdy nie będę miał z tym styczności, nie interesuje mnie to. Ja chcę być piłkarzem, więc nie będę występował w telewizji i bredził coś o inflacji, bezrobociu czy stopie procentowej – bulwersował się Syn.

– O, widzę, że masz już jakieś podstawy ekonomiczne, skoro operujesz takimi ważnymi pojęciami – wtórował Tata.

– Nie mam żadnych podstaw, powtarzam tylko wyrazy, których nie zrozumiałem z poprzedniego pytania, które zadał ten sztywniak z telewizji w szarym garniturze. A poza tym piłka nie ma nic wspólnego z ekonomią, tam trzeba strzelać gole i nic więcej. Ja nawet nie wiem, co to dokładnie jest ta ekonomia, a co dopiero, czemu miałaby wpływać na moje życie, przecież jestem jeszcze dzieckiem. Takie coś mnie nie interesuje – coraz bardziej bulwersował się Syn.

– Ale wiesz, Synu, że wysokość Twojego kieszonkowego jest uzależniona od ekonomii, a dokładniej od tego, czy traktujemy cię jak ekonomiści klasyczni czy ekonomiści keynesowscy.

– Mówisz, że mogę dostać podwyżkę kieszonkowego, mógłbyś jakoś rozwinąć tę myśl?- z zainteresowaniem zapytał Syn.

– Nie do końca podwyżkę, ale jakbyś zrozumiał podstawy ekonomii, moglibyśmy wspólnie porozmawiać nad zmianą struktury wydatków w budżecie domowym, co spowodowałoby przeniesienie pewnych aktywów i kupno innych dóbr konsumenckich.

– Co proszę? – odpowiedział lekko skołowany Syn. – Zrozumiałem tylko tyle, że dostanę więcej pieniędzy, a to już jest wystarczający powód do tego, abym trochę z Tobą posiedział i ustalił, na co wydam nowo zarobione pieniądze – uśmiechnął się Syn.

– Do wydawania pieniędzy jeszcze daleka droga, musisz najpierw zrozumieć, czym są tak naprawdę pieniądze, dlaczego ci dwaj panowie w telewizji się sprzeczają i który rodzaj ekonomii da ci więcej pieniędzy, ale…

– Jakie „ale”, Tato, więcej pieniędzy to więcej pieniędzy na gry, sprzęt komputerowy, piłki, wakacje czy bilety na mecz. Tu nie ma „ale” – oponował Syn.

– Widzę, że długa droga przed nami, bo mam wrażenie, że błądzisz, mój synu. Może zacznijmy od początku.

– Oj tam, początek, przejdźmy od razu do końca i zacznijmy te pieniądze wydawać – powiedział z błyskiem w oku Syn.

– Chcesz wydawać, a nie wiesz jeszcze, co. Wiesz w ogóle, kto wynalazł pieniądze? – z zaciekawieniem zadał pytanie Ojciec.

– No ci … na „F” – Fenicjanie? – odpowiedział pytająco Syn.

– Fenicjanie spopularyzowali pieniądze, dzięki nim stały się one powszechne. Odpowiedź na pytanie, kto wynalazł pieniądze, poznasz niebawem. Powiedz mi, dlaczego pieniądze zostały wynalezione?

– Hmmm, nigdy się nad tym nie zastanawiałem, zawsze były albo w moim portfelu, albo w portfelu Mamy, a jak tu i tu ich nie było, to znajdowały się u babci w portfelu.

– No dobrze, ale spróbuj być trochę dociekliwy. Jak byłeś mały, często zadawałeś pytania w stylu, dlaczego coś się kręci, dlaczego to jeździ, po co coś trzeba kupić i tak dalej … Szkoda, że z wiekiem ta potrzeba zadawania sobie pytań i poszukiwania odpowiedzi przemija. Spróbujmy w czasie tej rozmowy jednak do tego wrócić – oponował Tata.

– Skoro zadawanie pytań ma przynieść mi korzyści w postaci zwiększenia kieszonkowego, to spróbuję – powiedział Syn trochę bez przekonania.


Wstęp do rozmowy część 2

– No to, synu, zacznijmy od tego, co to jest pieniądz – profesorsko rozpoczął Tata – Pieniądz to… – lekko zawiesił głos Tata – a może inaczej, co to jest pieniądz według ciebie?

– To taka rzecz, którą dostaję od was za to, że jestem waszym synem, babci wnukiem, chrześniakiem i tak dalej. Wtedy, kiedy go już od was dostanę, mogę pójść do sklepu i w zamian za to kupić to, co chcę. Oczywiście, jeśli starczy mi pieniędzy. Czyli pieniądz to jest to, dzięki czemu jestem szczęśliwy, bo pozwala mi to zaspokoić swoje potrzebny, które, jak wiesz, drogi Ojcze, są dość wysokie – z uśmiechem powiedział Syn.

– Hmmm, ciekawa interpretacja. Dobrze, czyli znaleźliśmy pierwszą dużą lukę w Twojej edukacji. Najprościej, jak to możliwe, postaram się ci wytłumaczyć, co to są pieniądze, bo to jest podstawa całej ekonomii i domowego budżetu.

– Dobrze, ale jeśli będzie nudno, to jutro pójdziemy do kina na film w 3D – zaczął negocjować Syn.

– Widzę, że jesteś bardzo interesowny, a gdzie Twój pęd do wiedzy? Zastanowię się nad Twoją propozycją, ale jak na razie słuchaj i proszę zadawaj pytania, bo bez tego i ja tracę czas i Ty go tracisz, a dodatkowo Twoje kieszonkowe też może ucierpieć.

– Dobrze, słucham, ale krótko, jasno i na temat, bo niebawem mecz w telewizji – odpowiedział znudzony Syn.

– No to zaczynamy. Pieniądz został wymyślony dawno temu i przez wiele stuleci ewoluował. Został wymyślony dla wygody.

– O, czyli ludzie, którzy wynaleźli pieniądz, mieli coś wspólnego ze mną – wtrącił Syn.

– Poniekąd tak, też byli wygodni. Wyobraź sobie, że masz pole, na którym uprawiasz tylko ziemniaki. To pole co roku daje ci całą piwnicę ziemniaków, których nie dasz rady zjeść przez najbliższe 10 lat.

– Tato, ale kto jest na tyle głupi, aby uprawiać tylko ziemniaki, przecież ja oprócz ziemniaków muszę zjeść inne rzeczy, takie jak mięso, słodycze, napić się Coca-Coli? Jedzenie samych ziemniaków to strasznie nudne zajęcie, poza tym ja nie przepadam za ziemniakami.

– Bardzo dobrze, że zaczynasz zadawać pytania. Uprawianie samych ziemniaków to nie jest głupi pomysł. Wiesz, że Twój sąsiad nie ma pola, ale ma za to oborę, w której chowie świnie i krowy. Co stoi na przeszkodzie, aby zamienić trochę ziemniaków na kilka kilogramów mięsa lub kilka litrów mleka?

– Ma to jakiś sens, w takim wypadku, po co w ogóle pieniądze, skoro każdy mógłby tak zamieniać jeden towar za drugi i wszyscy byliby zadowoleni. Przestaję widzieć sens posiadania pieniędzy.

– Tak było kiedyś, nazywało się to wymianą barterową – zapisz sobie gdzieś w zeszycie. Na pewno ci się przyda ten zwrot. Pomyśl o tej wymianie jednak troszkę bardziej globalnie. Ty oprócz mleka czy mięsa potrzebujesz także innych rzeczy oraz usług. Musisz czasami iść do lekarza, do fryzjera lub kupić książki.

– No tak, ale czy nie mogę płacić tylko ziemniakami? – zapytał z zainteresowaniem Syn.

– Możesz, to nie jest zły pomysł. Tylko tutaj ujawnia się właśnie to wygodnictwo. Po pierwsze, te ziemniaki musisz gdzieś przechować, po drugie, transport ziemniaków jest drogi, po trzecie, co zrobisz, gdy idąc do lekarza, usłyszysz od niego, że on już ma dokładnie tyle ziemniaków, ile potrzebuje na ten rok i za ziemniaki cię nie zbada? Widzisz problem?

– Widzę go, jestem chory, więc nie dam rady udźwignąć ziemniaków, aby zanieść je do lekarza, który mnie i tak nie zbada, bo nie potrzebuje ich, czyli nie dostanę zwolnienia lekarskiego, więc będę musiał iść do szkoły, chociaż mogę siedzieć w domu i oglądać cały dzień programy sportowe. Mama też sama nie napisze mi zwolnienia, bo powie, że znowu symuluję, jak dwa tygodnie temu, kiedy miał być sprawdzian z historii.

– Nie do końca jest to ten problem, o którym chciałem ci powiedzieć, ale dobrze, że widzisz, że płacenie samymi ziemniakami ma pewne wady i dlatego dawno temu wymyślono pieniądze. Czyli coś, dzięki czemu mogłeś zamienić jeden towar na drugi i nie musiałeś robić tego w tym samym czasie – tłumaczył Ojciec.

– Ach, mądrzy ludzie, po co się męczyć z ziemniakami. Dobrze, że nam ułatwili życie, bo perspektywa dostawania kieszonkowego w ziemniakach mi się nie podoba. A czy to zawsze były te fajne banknoty, na których widniały podobizny królów Polski? Bo tak sobie teraz pomyślałem, że ten Kazimierz Wielki miał się fajnie, mógł trzymać w kieszeni swój własny portret i dodatkowo nim płacić.

– Nie do końca masz rację, bo 700 lat temu były całkowicie inne czasy. Inaczej się myślało o pieniądzach, inaczej się kupowało, nie da się tych czasów porównać z obecnymi. Ale abyś to zrozumiał, trzeba się cofnąć do momentu, w którym ludzie zaczęli rozumieć, tak jak ty teraz, że sama wymiana nie wystarcza, żeby się rozwijać i dochodzić do bogactwa.

– To może, jak ja jestem teraz na ich etapie, warto się posuwać razem z nimi do przodu, skoro twierdzisz, że na końcu tej drogi dostanę swoją upragnioną podwyżkę kieszonkowego – powiedział coraz bardziej uśmiechnięty Syn. – Dodatkowo może też uda mi się zrozumieć, dlaczego we wszystkich sklepach, pomimo tego, że są podane dwie ceny, pani przy kasie zawsze wybiera tę wyższą.

– Czy chodzi ci o ceny netto i brutto? – zdziwił się Ojciec.

– Nie wiem, może masz rację. Naprawdę nie mogę wybrać tej niższej ceny? Może trzeba jakieś specjalne hasło powiedzieć przy kasie? – zapytał Syn.

– Nie ma żadnego hasła. Niestety, twoja sytuacja nie pozwala na wybieranie między cenami netto i brutto. Cena netto to cena dla właściciela sklepu, który za tę cenę musi opłacić panią, która sprzedaje, ogrzać budynek i zarobić na siebie. Cena brutto zawiera jeszcze dodatkowo informację, ile ty z twoich zakupów musisz oddać swojemu państwu. Wytłumaczę ci to jednak dopiero później, muszę najpierw zapełnić twoje luki ekonomiczne, a dopiero potem sukcesywnie dodawać ci nowych informacji.

– No to zaczynaj, bo mecz jest niebawem, a w przyszłym tygodniu chciałbym sobie kupić nową piłkę, a kieszonkowe już mi się skończyło.