Dżeko i jego kooperatywa

– Synu, wiem, że twój stosunek do lektur jest – delikatnie mówiąc – obojętny, ale ja pamiętam, że jak byłeś w 6. klasie szkoły podstawowej, to Mama wypożyczyła ci książkę „Bankructwo Małego Dżeka”, którą miałeś przeczytać na lekcję języka polskiego. Zrobiłeś to może?

– Czemu mnie chcesz rozliczać z moich starych grzechów? Może lepiej się nie denerwuj i zmień pytanie – powiedział Syn.

– To jest ważna książka, powinieneś był ją przeczytać. Zrozumiałbyś wtedy wiele aspektów związanych z ekonomią oraz kapitalizmem i moglibyśmy szybciej zakończyć nasz wykład. No, ale trudno.

– Jeśli ona nie jest gruba, to może ją przeczytałem. Przypomnij mi, o czym ona była? – zamyślił się Syn.

– No dobrze, postaram ci się ją streścić. To opowieść o małym chłopcu, który był bardzo pracowity, cierpliwy i sumienny. Wiedział, w przeciwieństwie do ciebie, drogi Synu, jaka jest wartość pieniądza i jaka ciąży na człowieku odpowiedzialność, gdy wydaje pieniądze – nie tylko swoje, ale też innych osób.

– Wspaniałe streszczenie, Tato! Bardzo dużo dowiedziałem się nie tylko o fabule książki, ale także o tym, jakiego masz wspaniałego Syna – odparł dumnie.

– Ja chyba muszę porozmawiać z Panią Alą. Jak ona cię przepuściła do następnej klasy, skoro ty w ogóle nie czytasz lektur. Naprawdę nie pamiętasz tego, jak Dżek – uczeń trzeciej klasy – najpierw opiekował się biblioteką klasową, potem zarządzał kooperatywą i pod koniec książki zbankrutował?

– Coś mi się przypomina, rzeczywiście była taka lektura w szkole i pani Ala na pewno tego od nas wymagała. Książka, z tego, co pamiętam, wcale nie była taka zła. Pamiętam na pewno, że była krótka i na końcu Dżek stracił dwa rowery i zbankrutował, nawet pamiętam jedną myśl z tej książki: Pamiętajcie Ojcowie, nie bijcie swoich dzieci, bo jak dorosną, to sytuacja się odwróci (Korczak, 1993, 7)

– Z tak ważnej książki, w której Janusz Korczak chciał przekazać ci, jak działa kapitalizm, zapamiętałeś cytat kompletnie niezwiązany z ekonomią. Dobrze, że jak byłeś dzieckiem, to byłeś w miarę grzeczny, bo mógłbym się obawiać o swój los na stare lata – zażartował Ojciec.

– Tato, nie traktuj tego cytatu osobiście – uśmiechnął się Syn. – Jest takie stare polskie przysłowie, które zawsze mówiła mi Babcia „Uderz w stół, a nożyce się odezwą”.

– Jednakże, drogi Synu, patrząc na twoją wiedzę ekonomiczną, boję się o swoją emeryturę, ale wróćmy do Dżeka. Pamiętasz, jak przed chwilą wspominałem ci o tym, że dobry ekonomista to taki, który dostrzega to, co nie jest widoczne gołym okiem? – zadał pytanie Tata.

– Tak, pamiętam – z uśmiechem odpowiedział Syn.

To powiedz mi, co nie jest widoczne gołym okiem w tej książce, a co powinieneś wiedzieć o Dżeku?

– Hmmm, był na pewno osobą sumienną, miał swojego mentora, który nauczył go kupiectwa, lubili go w klasie. Tato, do końca nie wiem, czego ode mnie oczekujesz. Przyznaję, że w czasie czytania tej książki nikt nie wytłumaczył mi jej ekonomicznych podstaw, a przerabialiśmy ją ponad trzy lata temu – powiedział Syn troszkę zdegustowany.

– Dobrze. To, co powiedziałeś, jest jak najbardziej prawidłowe. Postaram się tobie te wszystkie aspekty dokładnie przedstawić. Zacznijmy od tego, co to jest bankructwo. – Na twarzy Ojca pojawił się promienny uśmiech i zadowolenie, że znowu może coś wytłumaczyć Synowi. – Mały Dżek już na początku tej książki pytał wszystkich dorosłych, czym jest bankructwo, ponieważ na podwórku podczas zabawy otrzymał niezbyt jasny przekaz, czym naprawdę ono jest – Chcesz, pokażę ci na jabłku, co to znaczy zbankrutować. No, daj jabłko. No i patrz. Ugryzł. – Widzisz. Tyś mi dał jabłko. Rozumiesz? To jest twoje jabłko? – No moje – I tyś mi je dał. No, nie? Ugryzł drugi raz. – Widzisz już jest tylko kawałek. Chcesz odebrać? – Bo co? – Bo nic. Nie mogę ci oddać, bo nie mam. Rozumiesz: zbankrutowałem (Korczak, 1993, 14). Później od starszych dowiedział się, że bankructwo to wydawanie więcej niż się ma. Dżek dopiero na końcu książki przekonał się na własnej skórze, co to naprawdę jest, bo jego spółdzielnia
zbankrutowała.

– To co jest dobrego w tym kapitalizmie, skoro Dżek był pracowity, sumienny, nie oszukiwał i wiedział, że pieniądz to zaufanie, którym obdarza się innych ludzi? – zapytał z zaciekawieniem Syn.

– Widzę, że coraz więcej pytań zadajesz i bardzo dobrze. Dżek otrzymał bardzo cenną lekcję. Już w tak młodym wieku osiągnął duży sukces, na te czasy nazwalibyśmy go sukcesem komercyjnym, bo chociaż Dżek nie zarabiał na kooperatywie, którą prowadził, to jednak ona przynosiła zyski – głównie dzięki dobremu zarządzaniu i jego smykałce do interesów. Potem następuje bankructwo i to nie z winy Dżeka, tylko przez niedbałość innych i zrządzenie losu. Dzięki temu w przyszłości będzie pamiętał nie tylko zwycięstwo – czyli dobrze działającą kooperatywę i  pochwały, które otrzymał – ale także porażkę, która go zahartowała. Chłopiec nauczył się inaczej myśleć przez to, że wiedział, że w każdej chwili może przyjść kryzys bądź inne zrządzenie losu.

– Ale przegrał, stracił, jego kooperatywa przestała funkcjonować – zaoponował Syn.

– Spróbuję ci to wytłumaczyć trochę inaczej. Pamiętasz, jak Mama kupiła w zeszłym miesiącu trochę więcej lodów czekoladowych w sklepie, bo była promocja?

– Musisz mi to przypominać? Przeleżałem chory cały tydzień, nawet nie miałem siły się ruszać – posmutniał Syn.

– Widzisz, z tymi lodami jest tak samo jak z bankructwem firmy. Mama ci mówiła wiele razy „Zjedz jednego loda’, a resztę zostaw na później, bo będziesz chory”, ale ty nie umiałeś się powstrzymać i zjadłeś 17 czekoladowych lodów – argumentował Tata.

– Ale skąd mogłem wiedzieć, że się to tak skończy? Przecież Mama mi nie mówiła, że będę aż tak chory. Poza tym myślałem, że Mama mi po prostu tylko lodów żałuje, ale przyznaję, że czegoś mnie to nauczyło. Następnym razem zjem maksymalnie 10 lodów.

Widzisz, nie uwierzyłeś Mamie, tak samo jak menadżerowie, prezesi, ministrowie czasami nie są świadomi skutków swoich decyzji. Dżek też nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, co to jest bankructwo. Dopiero potem na własnej skórze się przekonał.

– Czyli twierdzisz, że wystarczy jedna porażka i osoba jest już przygotowana do zarządzania firmą? – zapytał bez przekonania Syn.

– Oczywiście, że nie. Porażka, choroby, kryzysy są wpisane w nasze życie i jeśli ktoś ci kiedyś powie, że zawsze będziesz zdrów, zawsze będziesz miał pieniądze i na 100% otrzymasz emeryturę od państwa, to ta osoba kłamie – powiedział dumnie Ojciec.

– Jak to, emerytury nie dostanę? Przecież Babcia ma emeryturę i daje mi kieszonkowe. Czemu i ja miałbym nie dostawać emerytury ?- buntował się Syn.

– Obiecuję ci, że o emeryturach jeszcze porozmawiamy. Na razie wróćmy do Dżeka, który oprócz tego, że odniósł porażkę w życiu, miał swojego mistrza, który go mógł wiele nauczyć. Pewnie nie pamiętasz, jak się on nazywał? – zapytał Ojciec z przekonaniem, jakby już znał odpowiedź.

– Tato, nie rozczaruję cię. Nie mam zielonego pojęcia – odpowiedział Syn.

– Był to Mister Tift, stary kupiec i nauczyciel. Zauważ jednak, Synu, że nie uczył on tylko teorii, ale pokazywał, jak działać praktycznie. Wytłumaczył Dżekowi, co to jest kalkulacja: Jeżeli coś kupuję, wiem, ile zapłaciłem, wiem, ile mnie kosztuje. Potem muszę wiedzieć, ile płacę za sklep, gaz, podatek, ile mi się zniszczy na wystawie (…). Więc to są moje straty i wydatki administracyjne. A przecież muszę jeszcze zarobić. Za pracę sprzedawania muszę mieć zapłatę (Korczak, 1993, 96). Dodatkowo Mister Tift przedstawił, jak działa Bank i Urząd Skarbowy. Mistrz prowadzi Dżeka, ale nie narzuca woli, pozwala popełniać błędy. Pamiętasz – a pewnie nie, w czasie świąt Bożego Narodzenia Dżek załatwiał prezenty swoim kolegom i koleżankom w klasie. Wtedy Dżekowi bardzo pomógł Pan Gibs – dawny uczeń Pana Tifta i obecnie dobrze prosperujący przedsiębiorca.

– Jednak coś mi się przypomina — masz rację, tak było. Tylko wytłumacz mi, dlaczego Pan Tift nie był majętną osobą, skoro miał taki dar pedagogiczny i tyle potrafił.

– Musisz sobie sam, Synu, odpowiedzieć na to pytanie. Pamiętasz piosenkę „Drogowskaz” zespołu SDM[1]? Tam było takie zdanie, że drogowskaz jest po to, aby wskazywał drogę, a nie po to, aby nią szedł. Może to jest odpowiedź na twoje pytanie – odparł zagadkowo Ojciec.

– Chyba nasza luka międzypokoleniowa jest za duża. Nie wiem, co to jest SDM. A jak się ta książka skończyła? Pamiętałem, ale teraz wyleciało mi to z głowy – uśmiechnął się Syn.

– Skoro już zacząłem, to skończę. Dżek na końcu książki zderzył się z dużą prędkością z systemem legislacyjnym państwa.

– Tato, z czym? – Oczy syna stawały się ogromne i emanowało z nich zdziwienie.

– Dżek chciał, aby powstał Bank dla Dzieci (Korczak, 1993, 163), w którym dzieci mogłyby pożyczać pieniądze tak samo, jak robią to dorosłe osoby. Napisał więc list do Ministra, ale prośba została odrzucona z powodu trzech błędów gramatycznych. Sam pomysł został bardzo dobrze oceniony przez Ministra. Na samym końcu książki Dżek odzyskuje także dwa skradzione wcześniej rowery.

– Nie wiedziałem, że urzędnicy są tak małostkowymi ludźmi i oceniają projekty za pomocą tak mało istotnych kryteriów jak błędy gramatyczne. Mam nadzieję, że w życiu będę miał mało kontaktu z urzędnikami.

– Jeszcze się zdziwisz, jak wiele rzeczy trzeba załatwiać w urzędach i jak bardzo ich pracownicy mogą ci zajść za skórę. Ale o tym wszystkim musisz sie przekonać sam, bo nie da się tego wytłumaczyć.

  1. Stare dobre małżeństwo []