Ludzkie działanie

Szukanie problemów

–Synu, zawsze, jak będziesz miał taki dylemat, przypomnij sobie tę historyjkę: Na pewnym dworcu kolejowym znajdowała się maszyna, która bardzo ułatwiała życie mieszkańcom. Kiedy ktoś chciał kupić bilet na pociąg, to naciskał przycisk i maszyna drukowała mu numer kolejki, w której powinien się ustawić. Dzięki temu urządzeniu wszystkie kolejki były równe. Władza była z tej maszyny bardzo zadowolona. Chełpiła się tym, że ludzie w kolejkach oszczędzają czas i mogą szybko dostać upragniony bilet. Niestety, pewnego dnia wydarzyła się tragedia. Maszyna się zepsuła … – zawiesił głos Ojciec.

–Współczuje tym ludziom, przecież wtedy na dworcu musiał zapanować wielki chaos, jak oni sobie z tym poradzili?

–Synu, nie było chaosu, kolejki pozostały równe. Z maszyną jak i bez niej ludzie zachowywali się tak samo. Każdy człowiek jest na tyle mądry i inteligentny, że zawsze wybierze najlepszą w danej chwili dla siebie opcję[1] . A jak ty się zachowujesz, idąc do dużego sklepu, albo kupując bilet na dworcu?

–Czuję się trochę zmanipulowany przez ciebie. Opowiedziałeś tę historyjkę z takim przejęciem, że zacząłem sobie wyobrażać idealny świat, w którym ludzie stoją w równych kolejkach i oszczędzają czas. Kasy w sklepach i na dworcach mają takie same obłożenie. Jednakże teraz do mnie dotarło, że tak jest obecnie. Ja sam szukam zawsze najkrótszej kolejki, inni robią to samo. Nigdy jeszcze nie zauważyłem, żeby ktoś wybrał dłuższą kolejkę do kasy.

–W sumie to mnie się w młodości zdarzyło wybrać dłuższą kolejkę … W wieku siedemnastu lat podkochiwałem się w pani Krysi, która pracowała w osiedlowym sklepie. Zawsze, kiedy stała przy ladzie, to nie zastanawiałem się, która kolejka jest dłuższa, tylko wybierałem tę, gdzie mogłem być obsłużony właśnie przez nią. Wtedy były inne priorytety. Jednakże główną klientelą tego sklepu były starsze panie mieszkające na moim osiedlu, które nie były tak łakome jak ja na wdzięki pani Krysi i dzięki temu kolejki i tak pozostawały równe. Potem poznałem twoją mamę i zacząłem wybierać, tak jak inni klienci, krótsze kolejki. Wróćmy jednak do naszej maszyny i ogromnego entuzjazmu władzy z jej działania. Musisz sobie uświadomić jedną rzecz. Państwo nie może być instytucją, która wymyśla sobie problemy i bohatersko je rozwiązuje[2].

–Nie rozumiem. Po co państwo miałoby szukać sobie nowych problemów. Przecież ma i tak wiele swoich własnych. To tak jak gdybym ja, mając tak dużo obowiązków domowych, jeszcze pytałbym się was, czy czegoś więcej nie trzeba zrobić.

–Nie przesadzaj z tymi domowymi obowiązkami, w przeciwieństwie do państwa mógłbyś brać trochę więcej zadań na swoje barki. Nie potrafię ci odpowiedzieć na twoje pytanie, dlaczego państwo bierze coraz więcej zobowiązań na siebie. Może to wynikać z wielu przyczyn: z braku wiary w społeczeństwo i w ludzkie działanie – na przykład państwo nie wierzy, że obywatele potrafią się ustawić w równych kolejkach po bilety albo nie potrafią zadbać o swoje wyżywienie, edukację czy transport. Może to także wynikać ze zwykłej ludzkiej chęci pomocy, ale jak głosi ludowe przysłowie, dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Inne przysłowie: daj palec, a wezmą całą rękę ma także zastosowanie, ponieważ kiedyś nasi przodkowie pozwolili wejść państwu do pewnych dziedzin swojego życia i państwo jak zaraza rozprzestrzeniło się na pozostałe dziedziny. Ostatni powód, jaki przychodzi mi do głowy, to chęć bycia potrzebnym. Państwo, a raczej ludzie, którzy stoją za państwem, chcą się czuć potrzebni, bo boją się, że mogą stracić pracę – powiedział Ojciec.

–Bardzo ciekawa psychoanaliza. Zastanawiam się nad jedną rzeczą, czym właściwie jest tajemnicze ludzkie działanie, o którym wspomniałeś już dwa razy w czasie naszej rozmowy. Mógłbyś rozwinąć ten temat?

–Oczywiście. Ludzkie działanie to motor napędowy całej gospodarki. To dzięki niemu zeszliśmy z drzew – powiedział Ojciec.

–A ja myślałem, że zeszliśmy z drzew dlatego, że zabrakło nam jedzenia – wtórował Syn.

–I zaczęliśmy go szukać w innym miejscu. To jest właśnie ludzkie działanie, czyli ciągłe reagowanie na zmieniającą się rzeczywistość i ułatwianie sobie życia. Popatrz, aby efektywnie zarządzać społecznością, stworzyliśmy państwa, które jednak później stały się czymś w rodzaju Syna Marnotrawnego.

–Po raz kolejny nie chcę się popisywać swoją wiedzą z literatury, ale wydaje mi się, że biblijny Syn Marnotrawny po wielu wybrykach wrócił jednak do ojca i żyli oni długo i szczęśliwie.

–To tutaj lekko zmienimy tę historię. Syn Marnotrawny opuścił swojego ojca, zrobił kilka głupich rzeczy na obczyźnie i wrócił … Ale w naszej wersji przyjmijmy, że powrócił nie w worku i ze skruchą na ramieniu, tylko z wojskiem, aby zagrabić majątek ojca, oczywiście pod przykrywką pomocy na stare lata.

–A jest jakaś szansa na szczęśliwe zakończenie?

–To zależy, czyje szczęście masz na myśli. Państwo się bardzo cieszy, jeśli może nam „pomóc” zwalczać ludzkie działanie.

–Ale jeśli ono było od zarania dziejów, to jakim cudem ktoś mógłby je zniszczyć.

–Ludzkie działanie ewoluuje. Człowiek nie zastanawia się, wtedy kiedy wstaje, czy ma włączyć słońce czy też, które narządy wewnętrzne ma uruchomić przed tym, jak otworzy oczy. Nie robi tego, ponieważ wie, że słońce zawsze świeci, a narządy funkcjonują same. Dlatego pierwszą myślą człowieka po przebudzeniu jest: „dlaczego tak szybko zadzwonił budzik?”.

–Byłem przekonany, że moje problemy ze wczesnym wstawaniem znikną, kiedy będę starszy. Niestety, kolejny zawód … Ale co twoja wypowiedź na temat słońca, powietrza i narządów wewnętrznych ma wspólnego z ekonomią i z ludzkim działaniem? – zapytał Syn.

–Spróbujmy odpakować kolejną warstwę. Czy ty interesujesz się, co jest w lodówce i czy znajdują się w niej składniki na jutrzejszy obiad?

–Szczerze mówiąc, to nie. Jak jestem głodny i widzę, że nic nie ma w lodówce, to wypowiadam sakramentalne zdanie„Mamo, lodówka jest pusta, a ja jestem głodny” i wtedy ona wyczaruje zawsze coś pysznego do jedzenia.

–Nie interesujesz się tym, że lodówka jest pusta, ponieważ ten obowiązek spoczywa na innej osobie. Tak samo jest z prasowaniem twoich rzeczy czy z remontami w domu. Ty się tym nie zajmujesz, bo te zadania zostały przerzucone na twoich rodziców, czyli na mnie i mamę. Teraz, co zrobisz, jak ktoś ci powie, że będzie za ciebie odrabiał zadania domowe? – zapytał Ojciec.

–Będę bardzo szczęśliwy i zgodnie z naukami, które wyniosłem z domu, podziękuję bardzo szczerze tej osobie.

–A będziesz sprawdzał tę osobę?

–Jeśli nie będę ponosił konsekwencji błędów tej osoby, to nie.

–Widzisz, to co ma zrobić przeciętny obywatel, na którym spoczywają obowiązki względem innych ludzi, gdy usłyszy kilkanaście razy w telewizji, że państwo przejmuje za niego zobowiązania i pomaga ubogim, daje zasiłki dla bezrobotnych, walczy z przemocą domową, itp.?

–Cieszy się, bo dzięki temu ma mniej obowiązków na głowie? – zapytał Syn.

Przerzucanie problemów

–Masz rację, przeciętny obywatel się cieszy, ale czy tak samo zadowolona jest osoba uboga, bezrobotna lub ofiara przemocy domowej? Myślę, że nie. Takie działanie zaburza naturalny porządek społeczny. Ludzi już nie interesuje, że na klatce schodowej słychać krzyki, że dzieci sąsiada są niedożywione lub że ktoś chce dorobić, a ty masz ogród do skoszenia i nie masz czasu tego zrobić, ponieważ mają świadomość, że państwo się tym zajmie.

–A to pomoc społeczna, urzędy pracy albo policja nie działają w naszym kraju? – zdziwił się Syn.

–Działają, ale praca w pomocy społecznej jest traktowana jako praca, a nie jako powołanie. Urzędy pracy nie funkcjonowałyby bez bezrobotnych, dlatego walka z bezrobociem się im nie opłaca. W ten sposób podcinałyby sobie gałąź, na której siedzą i ich praca to bardziej pozoranctwo, które ty także uprawiasz np w czasie porządków przedświątecznych. Wszędzie ciebie pełno, a tak naprawdę to nic nie jest zrobione. Co do policji, to trzeba ją najpierw zawiadomić, a kto to ma zrobić, skoro ludzie przestali być czuli na krzywdę innych, ponieważ wiedzą, że zajmie się tym pomoc społeczna.

–A czy to ma coś wspólnego ze sposobami wydawania pieniędzy, o których mi wcześniej co nieco opowiedziałeś? – zapytał Syn.

–Bardzo się cieszę, że kolejny raz wykorzystujesz wiedzę, którą dzisiaj zdobyłeś. Oby tak dalej! Oczywiście, że ma. Pomoc społeczna korzysta z pieniędzy, które państwo otrzymało w postaci podatków. A zatem nie dość, że ludzie sami nie pomagają innym, to na dodatek nie płacą na pomoc społeczną z własnej woli. Dobry uczynek nie może być wymuszony, a płacenie podatków jest wymuszone przez państwo. Skutkuje to coraz większa obojętnością ludzi. Bardzo słusznie zauważyłeś, że pomoc społeczna wydaje nie swoje pieniądze na nie swoje potrzeby, stąd część pieniędzy jest marnowana.

–A to uważasz, że państwo ma nie pomagać biednym, pokrzywdzonym obywatelom, którzy zagubili się w życiu?

–Synu, musimy zawrzeć umowę, jeśli chcemy dalej rozmawiać, a chcemy, bo obaj mamy w tym interes. W czasie zadawania pytań lub odpowiadania, nie cytujemy podręczników. Sami próbujemy formułować myśli.

–Skąd wiedziałeś, że to podręcznik? – zapytał z niedowierzaniem Syn.

–Nowomowa cię zdradziła. Mam nadzieję, że kiedyś też będziesz miał na to alergię. Państwo ma pomagać, to oczywiste, ale przede wszystkim nie szkodzić, czyli nie zabijać naturalnego i zakorzenionego w nas ludzkiego działania i chęci pomocy innym. Pomoc społeczna jest stosunkowo nowym tworem. Ludzkość przetrwała wiele tysięcy lat bez niej, ale nie wiadomo, ile przetrwa z nią. Przejdźmy teraz do innego ciekawego zagadnienia, czyli problemu redystrybucji – powiedział Ojciec.

–Redy… co? O czym będziemy teraz rozmawiać?

–Redystrybucja to jest to samo, co robił Robin Hood. Zabieranie pieniędzy bogatym i przekazywanie ich biednym. Akurat w naszej bajce Robin Hoodem jest państwo. A tak naprawdę to porozmawiamy o tym, że rodzice uczą dzieci zasad, z którymi sami się nie zgadzają i z reguły postępują wbrew nim.

–Już mi się podoba, zaczynaj – uśmiechnął się Syn.

–Chciałeś wiedzieć, dlaczego najbogatsi płacą większe podatki. Jest to powiązane z redystrybucją, hipokryzją ludzi dorosłych i sprawiedliwością społeczną.

–Tato, a co to jest sprawiedliwość społeczna?

–Sprawiedliwość społeczna to są zasady ekonomii, które funkcjonują w państwie, ale nigdy nie mogłyby funkcjonować na placu zabaw.

–Tato, ale przecież plac zabaw to też część państwa. Jestem bardzo ciekawy, jakie zasady mogą funkcjonować w państwie, a nie mogą tam, gdzie się bawi się przyszłość narodu.

–Przyszłość narodu potrzebuje prostego wytłumaczenia różnych zagadnień, jasnego oddzielenia dobra od zła. Przykłady najlepiej ci to wytłumaczą. Zacznijmy od zasady: odbieraj dziecku zabawki, jeśli ma ich za dużo.

–Oczywiście, że coś takiego by nie przeszło – oburzył się Syn. – Przecież to jest kradzież. Nigdy byśmy się na to nie zgodzili, aby zabawki, które dostaliśmy od rodziców, babć, cioć, wujków, były nam odbierane. Przecież byłby z tego powodu krzyk, a zabawki byłyby chowane pod szafy, do łóżek i tak dalej.

–Dlatego ta zasada nie obowiązuje na placu zabaw. Obowiązuje za to w życiu. Masz dużo pieniędzy, to płacisz wyższe podatki.

–Tato, ale to jest bez sensu. Przecież ty mnie zawsze uczyłeś, że jak ktoś się nie chce ze mną bawić i zachowuje się egoistycznie albo bucowato, to należy go nauczyć współżycia w grupie, a jeśli nie chce się razem bawić, to trzeba go olać. Nigdy, ani od ciebie ani od innych rodziców, nie usłyszałem, że jak koledze jest za dobrze, to należy odebrać mu zabawki czy gadżety elektroniczne.

–A w życiu dorosłych powołuje się rząd, który demokratycznie podejmuje decyzje o odbieraniu majątku osobom, które mają za dużo pieniędzy. My dorośli karzemy siebie nawzajem za przedsiębiorczość, oszczędność, pracowitość, zaradność. Dodatkowo postępujemy wbrew zdrowemu rozsądkowi i zasadom ekonomii. Na szczęście nie uczymy tego swoich dzieci, przynajmniej większość z nas tego nie robi. Sprzedam ci teraz dobrą radę pewnego profesora: Jeśli chcesz dowiedzieć się, w co wierzy w rzeczywistości polityk, zwracaj uwagę nie na jego wystąpienia, tylko na rady, jakich udziela swoim dzieciom … (Landsburg, 2008, 18)

–Tato, spróbuj mi wytłumaczyć postępowanie swojego gatunku, bo cytując klasyka: Mój mały rozumek tego nie ogarnia[3] – powiedział Syn.

Zasady ekonomii w „normalnym świecie”

–Jeśli chodzi o zasady ekonomii to, jak już wiesz, podatki są przenaszalne, a bogatych ludzi jest o wiele mniej niż biednych. Jakby było na odwrót, to nigdy takiego prawa by nie było. Opodatkowywując ludzi bogatych, tak naprawdę opodatkowywujemy biednych, bo to bogaci mają fabryki, sklepy lub firmy, które odbiją sobie ten wyższy podatek. A z kolei ze zdroworozsądkowego punktu widzenia, to odbieramy pieniądze ludziom zaradnym, którzy udowodnili, że potrafią pomnażać kapitał i dajemy ludziom biednym.

–A to biednym ludziom nie trzeba pomagać?

–Oczywiście, że trzeba pomagać. Pomoc jednak nie może polegać na uzależnianiu się od drugiej osoby. To ma być bodziec, który da tyle siły, aby druga osoba sama mogła iść tam, gdzie będzie miała ochotę. Tak samo postępują rodzice z dziećmi. Uczymy was, jak żyć, abyście mogli odfrunąć potem do swojego gniazda. Jeśli założymy, że na jednego bogatego przypada 100 biednych ludzi, to aby każdemu biednemu dać tylko 100 zł, to musielibyśmy odebrać bogatemu aż 10.000 zł. Bogaty za te pieniądze uruchomiłby nową linię montażową albo zatrudniłby kolejną ekspedientkę albo wynająłby sobie szofera. A biedny …

–A biedny kupi jedzenie dla rodziny – powiedział Syn.

–Zrywasz teraz naszą umowę, nie cytujemy podręczników. Zgadza się, kupi jedzenie, ale zrobi to tylko raz i znowu będzie głodny. Nie chodzi tutaj, aby dać człowiekowi rybę, aby się najadł i po kilku godzinach był znowu głodny, tylko aby dać mu wędkę, żeby sam mógł łowić ryby. Tutaj znowu widzimy destrukcyjne działanie państwa. Osoba mniej zamożna nie widzi sensu, aby pracować więcej i ciężej, bo od razu dostanie „nagrodę” w postaci wyższych podatków. Jak już wspomnieliśmy, podatki to opłaty za usługi, które świadczy państwo.

–Pakiet minimum, dobrze pamiętam?

–Bardzo dobrze. Teraz zauważ jedną rzecz. Jeśli idziesz do sklepu, to cena chleba nie zależy od tego, ile zarabiasz – jest ona dla każdego taka sama. Tak samo powinno być z podatkami i usługami świadczonymi przez państwo.

–A jakie jeszcze zasady obowiązują w życiu waszego gatunku, a nie obowiązują na placu zabaw? – zapytał z zaciekawieniem Syn.

–Na przykład wyobraźmy sobie, że mama jednego z twoich kolegów przynosi dobre ciasto jagodowe. Kiedy jedno z dzieci podnosi raban, że jego kawałek ciasta jest mniejszy, to odpowiedzialny rodzic mówi, że należy cieszyć się z tego, co się ma. Nie trzeba skupiać się na porównywaniu wielkości ciast, tylko rozkoszować się swoim kawałkiem. Wtedy osiągniemy największe zadowolenie.

–Tato, ale i tak najważniejszy jest smak ciasta. Wielkość nie ma znaczenia – powiedział z uśmiechem na ustach Syn. – A co w takich sytuacjach robią dorośli?

–Bawią się z redystrybucje, czyli opodatkowywanie bogatych i karmienie rybą biednych. Albo jeszcze jeden przykład mi się przypomniał. Bardzo często w telewizji można usłyszeć, że jakaś instytucja potrzebuje miesięcznie tylko 5 zł[4] z naszych podatków, aby mogła funkcjonować na przykład nasza telewizja publiczna.

–Tato, zaskoczyłeś mnie teraz. To my utrzymujemy telewizję publiczną? Przecież tam nic ciekawego nie leci. Nie mów jeszcze,że jest to obowiązek. Ja rozumiem, że jak ktoś chce oglądać, to niech płaci, ale …

–Muszę cię zmartwić – tak, to jest obowiązek. Telewizja jest publiczna i należy za nią płacić, bo jest naszym dobrem narodowym i bez niej nasz państwowo-społeczny rozwój byłby zagrożony – powiedział z lekkim sarkazmem Ojciec.

–Wydaje mi się, że ktoś tutaj także nadwyrężył naszą umowę. Czy to nie był cytat z podręcznika?

–Cieszę się, że zaczynasz być wrażliwy na nowomowę i bełkot. Tak, masz rację – to był cytat z podręcznika, ale posłużyłem się nim specjalnie, sprawdzając, czy rozmowa ci coś dała. Niestety, muszę cię zmartwić. Niezależnie, czy chcesz oglądać telewizję publiczną czy nie, musisz płacić, chyba że nie masz telewizora w domu[5]. Co jest najciekawsze, często wśród swoich rówieśników słyszę opinie, że to tylko 5 zł miesięcznie i inne instytucje zabierają o wiele więcej. To tak samo, jakbyś ty kilka lat temu podszedł do mnie i powiedział, że tak, ukradłem ciasteczka, ale znam chłopaka, który ukradł rower (Landsburg, 2008, 20).[6]

–No właśnie, coś mi tutaj nie pasowało, a nie umiałem znaleźć dobrego przykładu ze swojego dzieciństwa.

–Pamiętaj, że twoje dzieciństwo się jeszcze nie skończyło i skończy się dopiero, gdy pójdziesz na studia. Wtedy zacznie się prawdziwe życie. Na przykład będziesz chciał sobie dorobić jako kelner albo roznosiciel ulotek. Ze względu na to, że będziesz studentem mającym zajęcia o różnych porach dnia, to zechcesz być zapewne bardziej konkurencyjny na rynku pracy i będziesz w stanie pracować za stawkę godzinową 10 zł.

–Stawka odpowiednia. Szczególnie, że z rozmów ze starszymi kolegami to wiem, że student zawsze potrzebuje gotówki.

–Czekaj, to jeszcze nie wszystko. Wyobraźmy sobie, że po wynegocjowaniu stawki ustalasz grafik, aby ci się praca z zajęciami i imprezami nie pokrywała i już chcesz uścisnąć rękę swojemu przyszłemu szefowi, a tutaj słyszysz pukanie do drzwi. Otwierasz je i widzisz urzędnika państwowego, który mówi: Hola hola, młodzieńcze. Ta pensja, którą wynegocjowałeś jest niegodna twojej osoby. Nie pozwalam ci pracować za stawkę niewolniczą. Musisz dostawać co najmniej 12 zł[7] .

–To miłe, że państwo się o mnie troszczy, ale czy ja na studiach nie będę już pełnoletni? Myślałem, że będąc pełnoletnim, będę mógł sam podejmować decyzję o tym, za ile chcę pracować.

–Sparafrazuję teraz słowa twojej Babci: Jesteśmy dziećmi państwa i pomimo wieku nigdy nimi nie przestaniemy być. Tak, masz rację, będziesz miał już wtedy więcej niż 18 lat, będziesz mógł legalnie kupić alkohol, uczestniczyć w wyborach, wyrobić sobie paszport bez zgody rodziców, ale ustalać minimalnej pensji, za którą chcesz pracować, nie będziesz mógł. Politycy nazwali to płacą minimalną.

–A w jakim celu ona została narzucona?

–Krąży taka legenda, że w celu ochrony pracowników przed pracą za głodową pensję … Teraz wracając do twoich negocjacji. Twój przyszły szef po monologu urzędnika państwowego powie: Drogi studencie, za 12 zł to ja mogę zatrudnić osobę, która będzie dyspozycyjna przez 8h dziennie, a w twoim przypadku muszę jeszcze poszukać kogoś kto weźmie nadgodziny, gdy ty będziesz na uczelni, więc rezygnuję z twoich usług. Żegnaj.

–Chyba mój niedoszły szef tak powie. Smutna historia …

–Tak, smutna. Przy analizie płacy minimalnej musisz pamiętać jeszcze o tym, co jest niewidoczne dla oczu – powiedział Ojciec.

Co jest niewidoczne dla oczu

–To też chyba cytat z jakiegoś dzieła literackiego? Nie mylę się, Tato?

–Tym razem pozytywnie mnie zaskoczyłeś. To jest cytat z „Małego Księcia”. Brak płacy minimalnej ma jeszcze jedną bardzo ważną rolę w kształtowaniu osobowości młodego człowieka. Ty, pracując za 10 zł miesięcznie, poznajesz trud pracy i trud zarabiania pieniędzy. Motywujesz się do studiowania, bo widzisz sam, że stawka godzinowa, którą otrzymujesz, nie starcza na życie. W przypadku, gdy płaca minimalna byłaby wysoka, to istnieje ryzyko, że zaczniesz zadowalać się minimum, które dostajesz i przestaniesz się rozwijać.

–Chyba mi to nie grozi, mam bardzo duże potrzeby – uśmiechnął się Syn. – A kto decyduje o tym, czy płaca minimalna powinna wynieść 12 zł czy 12,20 zł czy może 11,90 zł? – zapytał.

–I tym pytaniem wywołałeś właśnie temat państwa opiekuńczego bądź jak kto woli, socjalnego. Państwo opiekuńcze jest jak rodzice wychowujący swoje pierwsze dziecko.

–A dlaczego pierwsze, a nie drugie, trzecie lub czwarte? – zapytał Syn.

–Ponieważ w czasie wychowywania pierwszego dziecka rodzic boi się wszystkiego, wszystko jest dla niego nowe. Każde wyjście z dzieckiem na spacer czy podanie mu nowego dania powoduje u rodziców palpitację serca.

–U was też tak było kiedy mnie wychowywaliście? – przerwał Ojcu Syn.

–Ciągle cię wychowujemy i kształtujemy twoje zachowanie. Ale tak, przyznaję się, baliśmy się pierwszej kąpieli, pierwszej kolki czy pierwszego przeziębienia bądź ospy wietrznej. To jest normalne, że strach towarzyszy takim wydarzeniom. Przy kolejnych dzieciach jest już zupełnie inaczej, łatwiej. Dlatego państwo opiekuńcze można porównać do takich rodziców, z jedną różnicą …

–Tato, ale co w tym złego, że państwo się nami opiekuje? Popatrz, na jakiego byka dzięki temu wyrosłem – zaśmiał się Syn.

–Synu, posłuchaj do końca – uśmiechnął się Ojciec. – Rodzice, jak sama nazwa wskazuje, to para osób – mężczyzna i kobieta. Dzięki temu połączeniu pomimo tego, że wszystko jest nowe, to dziecko idzie do przodu i rozwija się. Robiąc pierwsze kroki, przewraca się i może wybić sobie zęba, złamać nogę, sparzyć się. Trudno, jest to ryzyko wliczone w koszty wychowania. Dzięki temu maluch się uczy. Mężczyzna zachęca dziecko do poznawania świata i pozwala mu na więcej. A ono, kiedy zdarzy się wypadek, to wraca – wraz z nowym doświadczeniem – do kobiety, aby ta mogła go pocieszyć. I tutaj dochodzimy do zasadniczej różnicy między państwem opiekuńczym a rodzicami. Państwo opiekuńcze też można porównać do takiej pary rodziców, której brakuje męskiego pierwiastka. Rola kobiety zostaje w tym przypadku zachowana, ale mężczyzna jest bardzo zniewieściały. Nie pozwala dziecku się rozwijać, nie ufa mu, ciągle chce go we wszystkim wyręczać. Kiedyś o takim mężczyźnie mówiło się, że to on nosi torebkę w związku.

–Rozumiem porównanie, ale rodzice się przecież starzeją. Dziecko zatem musi kiedyś dorosnąć – powiedział Syn.

–W normalnej rodzinie tak, ale państwo się nie starzeje i dla niego zawsze będziemy dziećmi, które dopiero raczkują i nie potrafią się o siebie zatroszczyć.

–Aha, to już wiem, w czym jest problem. A to teraz wróćmy do płacy minimalnej, kto ją ustala?

–Robią to nasi „państwowi rodzice”.To tak jakby matka sprawdzała temperaturę mleka przed podaniem go dwudziestoletniemu synowi.

–Dwudziestolatek nie jest trochę za stary na sprawdzenie temperatury mleka przed wypiciem?

–Mam takie samo wrażenie. Stąd takie sytuacje są uznawane za patologie. Co innego jest na linii państwo – obywatel. Tam sprawdzanie temperatury mleka, wody czy posypywanie pudrem tylnych części ciała jest na porządku dziennym.

–Widocznie są ludzie, którzy chcą być tak traktowani – stwierdził Syn.

–Każdy jest wolnym człowiekiem. Jeśli ktoś chce, jego sprawa. Jednakże nie może się to odbywać kosztem drugiej osoby. To powinna być świadoma decyzja każdego. Poza tym – co najważniejsze – państwo nas nie zna. Nawet jeśli uznamy, że sprawdzanie temperatury mleka jest ok, nawet u dwudziestolatka, to skąd ma nasza „opiekuńcza państwowa mama” wiedzieć, czy chcemy mleko zimne czy ciepłe lub czy my w ogóle lubimy mleko. To samo jest z płacą minimalną. Płacę minimalną każdy z nas ma we własnej głowie. Nikt z nas, będąc wolnym człowiekiem, nie pójdzie pracować za pensję, której nie zaakceptuje. Z innymi sferami życia jest podobnie. Kiedy państwo zabiera się za zarządzanie produkcją jakiegoś towaru, to nigdy nie może wyjść z tego nic dobrego.

–A dlaczego?

–Pamiętasz Maciusia? – zapytał Ojciec.

–Tak pamiętam. Król z wieloma dobrymi chęciami. Niestety, patrząc na jego rządy z perspektywy naszej rozmowy, to rzeczywiście muszę się z tobą zgodzić. Zmieniam zdanie. Król nie jest w stanie zrozumieć potrzeb wszystkich ludzi. Zagadką jest jednak dla mnie, dlaczego nawet produkcja jednego towaru zarządzana przez państwo jest niemożliwa.

–Tutaj się trochę mylisz. Oczywiście produkcja każdego towaru jest możliwa przez państwo, tylko jest to bardzo nieefektywne. Najprościej jest ci to wytłumaczyć na przykładzie, który ludzie w twoim wieku bardzo lubią ze względu na fenomen zakazanego owocu. Mówimy tutaj oczywiście o alkoholu, a dokładniej o wódce i jej trzech składnikach: zakrętce, butelce i zawartości. Jeśli każdej fabryce produkującej jeden z tych trzech składników każemy wyprodukować 10 tys. sztuk w ciągu tygodnia, to powiedz mi, co się stanie? – zapytał Ojciec.

–W sklepie pojawi się 10 tysięcy butelek pełnych wódki – powiedział Syn.

–Tak dokładnie się stanie. To jest sytuacja idealna, ale co w przypadku, gdy jedna fabryka nie wywiąże się z planu narzuconego przez państwo? Na przykład jej pracownikom będzie się tak dobrze pracować, że zamiast 10 tys. zakrętek wyprodukują 15 tys., a inne fabryki wytworzą składniki w liczbie 10 tysięcy? – zapytał Ojciec.

–Dla mnie brzmi to trochę abstrakcyjnie. To tak jakbym miał sprzątnąć tylko swój pokój, a ja w przypływie szaleństwa wyczyściłbym dodatkowo kuchnię i jeszcze łazienkę – powiedział z uśmiechem Syn.

–Opisujesz sytuację, o której marzę od momentu, gdy zacząłeś chodzić – zażartował Ojciec. – Nie, to jest zupełnie co innego. ty, jeśli sprzątniesz dodatkowo łazienkę, to zmniejszysz pracę, którą ma wykonać mama, a to nie jest to samo co produkcja, w której muszą być spełnione zależności, aby cała butelka z zawartością mogła być sprzedana. Popatrz na to tak: jest środa i jesteś szefem fabryki produkującej zakrętki. Udało ci się wyprodukować te wymagane 10 tys. zakrętek i dzwonisz do Warszawy zapytać co robić dalej. I możesz otrzymać dwie odpowiedzi. Pierwsza: pracuj dalej, cieszymy się bardzo, że jesteś taki wydajny. Jednakże wtedy te zakrętki są bezużyteczne, bo nie ma dla nich butelek i zawartości, czyli strata. Druga możliwa odpowiedź jest taka: bardzo się cieszymy, że już skończyłeś, teraz poczekaj, bo inne fabryki jeszcze pracują. A zatem twoja fabryka stoi, co oznacza też stratę.

–Zauważ, że w obu przypadkach zostałem pochwalony – uśmiechnął się Syn.

–Tak, zostałeś i dodatkowo twoja fabryka przyniosła straty. A wiesz, gdzie jest problem, dlaczego to nie działa?

–Dam ci tę satysfakcję i pozwolę ci powiedzieć, chociaż wydaje mi się, że znam odpowiedź – powiedział Syn.

–Dobrze, już się tak nie podlizuj. Problem leży w Warszawie, Brukseli, czy w Moskwie. To ośrodek decyzyjny jest wąskim gardłem. Jeśli przenieść decyzyjność na niższy szczebel, to właściciel fabryki z zakrętkami mógłby zareagować.

–A tak reaguje ośrodek decyzyjny w Warszawie. Co to za różnica? – zapytał Syn.

–Różnica jest zasadnicza. Tutaj nie chodzi tylko o to, jak zareagować, gdy nagle twoja produktywność wzrośnie o 50% czy o 100%. Tutaj chodzi także o to, dlaczego akurat 10 tysięcy, a nie 9 tysięcy lub 12 tysięcy.

–Chyba można odpowiedzieć na to pytanie w taki sam sposób, w jaki wcześniej wytłumaczyłeś mi płacę minimalną.

–Dokładnie, to ludzkie działanie, zysk i wolny rynek decydują o tym, jak ma się zachować właściciel fabryki. Czy ma zwiększyć lub zmniejszyć produkcję, produkować nie tylko zakrętki, ale także korki czy kapsle. On ma podjąć tę decyzję i ponieść jej konsekwencje.

–A jak nie wie, co zrobić?

–To musi pytać, drążyć temat, próbować, ponosić porażki. Pozwólmy ludziom popełniać błędy, niech się na nich uczą. Odcięcie pępowiny nie oznacza, że człowiek od razu zdobędzie całą wiedzę.

–Ale chyba centralnego planowania w Polsce już nie ma, prawda? Uczyli nas w szkole, że skończyło się ono wraz z upadkiem jakiegoś PRLu czy RPLu. Pewnie ty wiesz, o co chodzi.

–Pewnie chodziło ci o Polską Rzeczpospolitą Ludową. Muszę cię zmartwić. Centralne planowanie ciągle jest zakorzenione w głowach naszych polityków. Politycy lepiej wiedzą, czy społeczeństwo polskie potrzebuje przemysłu stoczniowego, górniczego czy hutniczego. Wiedzą nawet, ile rodzi się co roku dorszy, śledzi czy węgorzy oraz ile litrów rocznie krowa powinna dać mleka[8] .

–Czyli znowu w szkole mnie oszukali?

–Hmmm, mocne słowa. Jakbym chciał użyć nowomowy, to powiedziałbym, że rzeczywiście pewne fakty mogłyby wskazywać na to, że nasz rząd próbuje korzystać z centralnego planowania w celu uszczęśliwiania ludzi na siłę. Jednakże jakbyśmy popatrzyli na to całościowo, to przecież centralne planowanie było domeną poprzedniego ustroju, a obecny – według rządowych deklaracji – czerpie pełnymi garściami z dogmatów wolnorynkowych, jednocześnie „nieznacznie” je modyfikując. Szczęście oraz bogactwo naszych obywateli są przecież najważniejszym celem rządu. A w skrócie: tak, w szkole po prostu przemilczeli pewne fakty, bo centralne planowanie słusznie kojarzy się z brakiem efektywności.

–Czy ta nowomowa polega na mówieniu nie na temat?

–Nie do końca. Polega głównie na tym, aby na podstawie odpowiedzi zrozumieć dokładnie, o co się pytało i co chciało się usłyszeć – powiedział z uśmiechem Ojciec.

–Ok, nie musisz więcej mówić, zrozumiałem, o co chodzi. Na jakim etapie rozmowy jesteśmy?

–Pamiętasz, jak mówiłem ci, że nasza rozmowa jest jak mecz piłkarski? – zapytał Ojciec.

–Pamiętam. To co, ostatni gwizdek i kończymy mecz, tak?

–Dopiero wchodzimy na boisko, ale mecz rozegramy jutro, bo już jest późno. Chyba że nie będziesz chciał kontynuować naszej rozmowy? – zapytał Ojciec.

–Oczywiście, że będę chciał. Zawsze mi się wydawało, że ekonomia to nuda, a tutaj się okazuje, że ekonomia to samo życie – z uśmiechem powiedział Syn. – A powiedz mi skąd, ty tyle wiesz na temat ekonomii?

–Kiedyś pisałem pracę magisterską na ten temat …

ciąg dalszy nastąpi

  1. Historia o maszynie, która wyrównywała kolejki została zaczerpnięta z bloga Janusza Korwina Mikkego. []
  2. Nawiązanie do słów Stefana Kisielewskiego: Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju! źródło: http://pl.wikiquote.org/wiki/Stefan_Kisielewski []
  3. Inspiracja pochodzi od Kubusia Puchatka []
  4. Cena jest przypadkowa i ma za zadanie tylko zobrazować problem. []
  5. Rząd planuje zmianę tego przepisu od 2015 roku. []
  6. Przykłady ekonomiczne związane z placem zabaw zostały zaczerpnięte z książki Fair Play – czyli czego mogą nas o ekonomii i sensie życia nauczyć własne dzieci. []
  7. Podana płaca jest stawką przykładową []
  8. Sławne limity mlekowe, które wprowadziła Unia Europejska []