Wstęp do rozmowy część 1

Występują

Ojciec: Czterdziestoletni mąż, ojciec i głowa rodziny. Twardo stąpający po ziemi przedsiębiorca. Zwolennik gospodarki wolnorynkowej.
Syn: Szesnastoletni uczeń gimnazjum, miłośnik piłki nożnej, zakupów i szybkiego wydawania pieniędzy.
Mama i Babcia: Często wymieniani członkowie rodziny.

– Tato, co robisz?

– Siedzę i oglądam telewizję – powiedział Tata.

– A co oglądasz? Może przełączymy na kanał ze sportem? – zapytał Syn.

– Może za chwilkę, oglądam teraz debatę w telewizji – ludzie rozmawiają o tym, które podejście do ekonomii jest lepsze: klasyczne czy keynesowskie.

– Tato, to pewnie jakieś nudy są, przełącz na kanał 88 – odrzekł Syn.

– Masz już 16 lat, mógłbyś się w końcu dowiedzieć, co to jest ta ekonomia i mieć swoje zdanie na ten temat – argumentował Tata.

– Ależ Tato, Ty nudzisz, przecież to mnie nie dotyczy. Nigdy nie będę miał z tym styczności, nie interesuje mnie to. Ja chcę być piłkarzem, więc nie będę występował w telewizji i bredził coś o inflacji, bezrobociu czy stopie procentowej – bulwersował się Syn.

– O, widzę, że masz już jakieś podstawy ekonomiczne, skoro operujesz takimi ważnymi pojęciami – wtórował Tata.

– Nie mam żadnych podstaw, powtarzam tylko wyrazy, których nie zrozumiałem z poprzedniego pytania, które zadał ten sztywniak z telewizji w szarym garniturze. A poza tym piłka nie ma nic wspólnego z ekonomią, tam trzeba strzelać gole i nic więcej. Ja nawet nie wiem, co to dokładnie jest ta ekonomia, a co dopiero, czemu miałaby wpływać na moje życie, przecież jestem jeszcze dzieckiem. Takie coś mnie nie interesuje – coraz bardziej bulwersował się Syn.

– Ale wiesz, Synu, że wysokość Twojego kieszonkowego jest uzależniona od ekonomii, a dokładniej od tego, czy traktujemy cię jak ekonomiści klasyczni czy ekonomiści keynesowscy.

– Mówisz, że mogę dostać podwyżkę kieszonkowego, mógłbyś jakoś rozwinąć tę myśl?- z zainteresowaniem zapytał Syn.

– Nie do końca podwyżkę, ale jakbyś zrozumiał podstawy ekonomii, moglibyśmy wspólnie porozmawiać nad zmianą struktury wydatków w budżecie domowym, co spowodowałoby przeniesienie pewnych aktywów i kupno innych dóbr konsumenckich.

– Co proszę? – odpowiedział lekko skołowany Syn. – Zrozumiałem tylko tyle, że dostanę więcej pieniędzy, a to już jest wystarczający powód do tego, abym trochę z Tobą posiedział i ustalił, na co wydam nowo zarobione pieniądze – uśmiechnął się Syn.

– Do wydawania pieniędzy jeszcze daleka droga, musisz najpierw zrozumieć, czym są tak naprawdę pieniądze, dlaczego ci dwaj panowie w telewizji się sprzeczają i który rodzaj ekonomii da ci więcej pieniędzy, ale…

– Jakie „ale”, Tato, więcej pieniędzy to więcej pieniędzy na gry, sprzęt komputerowy, piłki, wakacje czy bilety na mecz. Tu nie ma „ale” – oponował Syn.

– Widzę, że długa droga przed nami, bo mam wrażenie, że błądzisz, mój synu. Może zacznijmy od początku.

– Oj tam, początek, przejdźmy od razu do końca i zacznijmy te pieniądze wydawać – powiedział z błyskiem w oku Syn.

– Chcesz wydawać, a nie wiesz jeszcze, co. Wiesz w ogóle, kto wynalazł pieniądze? – z zaciekawieniem zadał pytanie Ojciec.

– No ci … na „F” – Fenicjanie? – odpowiedział pytająco Syn.

– Fenicjanie spopularyzowali pieniądze, dzięki nim stały się one powszechne. Odpowiedź na pytanie, kto wynalazł pieniądze, poznasz niebawem. Powiedz mi, dlaczego pieniądze zostały wynalezione?

– Hmmm, nigdy się nad tym nie zastanawiałem, zawsze były albo w moim portfelu, albo w portfelu Mamy, a jak tu i tu ich nie było, to znajdowały się u babci w portfelu.

– No dobrze, ale spróbuj być trochę dociekliwy. Jak byłeś mały, często zadawałeś pytania w stylu, dlaczego coś się kręci, dlaczego to jeździ, po co coś trzeba kupić i tak dalej … Szkoda, że z wiekiem ta potrzeba zadawania sobie pytań i poszukiwania odpowiedzi przemija. Spróbujmy w czasie tej rozmowy jednak do tego wrócić – oponował Tata.

– Skoro zadawanie pytań ma przynieść mi korzyści w postaci zwiększenia kieszonkowego, to spróbuję – powiedział Syn trochę bez przekonania.