Wstęp do rozmowy część 2

– No to, synu, zacznijmy od tego, co to jest pieniądz – profesorsko rozpoczął Tata – Pieniądz to… – lekko zawiesił głos Tata – a może inaczej, co to jest pieniądz według ciebie?

– To taka rzecz, którą dostaję od was za to, że jestem waszym synem, babci wnukiem, chrześniakiem i tak dalej. Wtedy, kiedy go już od was dostanę, mogę pójść do sklepu i w zamian za to kupić to, co chcę. Oczywiście, jeśli starczy mi pieniędzy. Czyli pieniądz to jest to, dzięki czemu jestem szczęśliwy, bo pozwala mi to zaspokoić swoje potrzebny, które, jak wiesz, drogi Ojcze, są dość wysokie – z uśmiechem powiedział Syn.

– Hmmm, ciekawa interpretacja. Dobrze, czyli znaleźliśmy pierwszą dużą lukę w Twojej edukacji. Najprościej, jak to możliwe, postaram się ci wytłumaczyć, co to są pieniądze, bo to jest podstawa całej ekonomii i domowego budżetu.

– Dobrze, ale jeśli będzie nudno, to jutro pójdziemy do kina na film w 3D – zaczął negocjować Syn.

– Widzę, że jesteś bardzo interesowny, a gdzie Twój pęd do wiedzy? Zastanowię się nad Twoją propozycją, ale jak na razie słuchaj i proszę zadawaj pytania, bo bez tego i ja tracę czas i Ty go tracisz, a dodatkowo Twoje kieszonkowe też może ucierpieć.

– Dobrze, słucham, ale krótko, jasno i na temat, bo niebawem mecz w telewizji – odpowiedział znudzony Syn.

– No to zaczynamy. Pieniądz został wymyślony dawno temu i przez wiele stuleci ewoluował. Został wymyślony dla wygody.

– O, czyli ludzie, którzy wynaleźli pieniądz, mieli coś wspólnego ze mną – wtrącił Syn.

– Poniekąd tak, też byli wygodni. Wyobraź sobie, że masz pole, na którym uprawiasz tylko ziemniaki. To pole co roku daje ci całą piwnicę ziemniaków, których nie dasz rady zjeść przez najbliższe 10 lat.

– Tato, ale kto jest na tyle głupi, aby uprawiać tylko ziemniaki, przecież ja oprócz ziemniaków muszę zjeść inne rzeczy, takie jak mięso, słodycze, napić się Coca-Coli? Jedzenie samych ziemniaków to strasznie nudne zajęcie, poza tym ja nie przepadam za ziemniakami.

– Bardzo dobrze, że zaczynasz zadawać pytania. Uprawianie samych ziemniaków to nie jest głupi pomysł. Wiesz, że Twój sąsiad nie ma pola, ale ma za to oborę, w której chowie świnie i krowy. Co stoi na przeszkodzie, aby zamienić trochę ziemniaków na kilka kilogramów mięsa lub kilka litrów mleka?

– Ma to jakiś sens, w takim wypadku, po co w ogóle pieniądze, skoro każdy mógłby tak zamieniać jeden towar za drugi i wszyscy byliby zadowoleni. Przestaję widzieć sens posiadania pieniędzy.

– Tak było kiedyś, nazywało się to wymianą barterową – zapisz sobie gdzieś w zeszycie. Na pewno ci się przyda ten zwrot. Pomyśl o tej wymianie jednak troszkę bardziej globalnie. Ty oprócz mleka czy mięsa potrzebujesz także innych rzeczy oraz usług. Musisz czasami iść do lekarza, do fryzjera lub kupić książki.

– No tak, ale czy nie mogę płacić tylko ziemniakami? – zapytał z zainteresowaniem Syn.

– Możesz, to nie jest zły pomysł. Tylko tutaj ujawnia się właśnie to wygodnictwo. Po pierwsze, te ziemniaki musisz gdzieś przechować, po drugie, transport ziemniaków jest drogi, po trzecie, co zrobisz, gdy idąc do lekarza, usłyszysz od niego, że on już ma dokładnie tyle ziemniaków, ile potrzebuje na ten rok i za ziemniaki cię nie zbada? Widzisz problem?

– Widzę go, jestem chory, więc nie dam rady udźwignąć ziemniaków, aby zanieść je do lekarza, który mnie i tak nie zbada, bo nie potrzebuje ich, czyli nie dostanę zwolnienia lekarskiego, więc będę musiał iść do szkoły, chociaż mogę siedzieć w domu i oglądać cały dzień programy sportowe. Mama też sama nie napisze mi zwolnienia, bo powie, że znowu symuluję, jak dwa tygodnie temu, kiedy miał być sprawdzian z historii.

– Nie do końca jest to ten problem, o którym chciałem ci powiedzieć, ale dobrze, że widzisz, że płacenie samymi ziemniakami ma pewne wady i dlatego dawno temu wymyślono pieniądze. Czyli coś, dzięki czemu mogłeś zamienić jeden towar na drugi i nie musiałeś robić tego w tym samym czasie – tłumaczył Ojciec.

– Ach, mądrzy ludzie, po co się męczyć z ziemniakami. Dobrze, że nam ułatwili życie, bo perspektywa dostawania kieszonkowego w ziemniakach mi się nie podoba. A czy to zawsze były te fajne banknoty, na których widniały podobizny królów Polski? Bo tak sobie teraz pomyślałem, że ten Kazimierz Wielki miał się fajnie, mógł trzymać w kieszeni swój własny portret i dodatkowo nim płacić.

– Nie do końca masz rację, bo 700 lat temu były całkowicie inne czasy. Inaczej się myślało o pieniądzach, inaczej się kupowało, nie da się tych czasów porównać z obecnymi. Ale abyś to zrozumiał, trzeba się cofnąć do momentu, w którym ludzie zaczęli rozumieć, tak jak ty teraz, że sama wymiana nie wystarcza, żeby się rozwijać i dochodzić do bogactwa.

– To może, jak ja jestem teraz na ich etapie, warto się posuwać razem z nimi do przodu, skoro twierdzisz, że na końcu tej drogi dostanę swoją upragnioną podwyżkę kieszonkowego – powiedział coraz bardziej uśmiechnięty Syn. – Dodatkowo może też uda mi się zrozumieć, dlaczego we wszystkich sklepach, pomimo tego, że są podane dwie ceny, pani przy kasie zawsze wybiera tę wyższą.

– Czy chodzi ci o ceny netto i brutto? – zdziwił się Ojciec.

– Nie wiem, może masz rację. Naprawdę nie mogę wybrać tej niższej ceny? Może trzeba jakieś specjalne hasło powiedzieć przy kasie? – zapytał Syn.

– Nie ma żadnego hasła. Niestety, twoja sytuacja nie pozwala na wybieranie między cenami netto i brutto. Cena netto to cena dla właściciela sklepu, który za tę cenę musi opłacić panią, która sprzedaje, ogrzać budynek i zarobić na siebie. Cena brutto zawiera jeszcze dodatkowo informację, ile ty z twoich zakupów musisz oddać swojemu państwu. Wytłumaczę ci to jednak dopiero później, muszę najpierw zapełnić twoje luki ekonomiczne, a dopiero potem sukcesywnie dodawać ci nowych informacji.

– No to zaczynaj, bo mecz jest niebawem, a w przyszłym tygodniu chciałbym sobie kupić nową piłkę, a kieszonkowe już mi się skończyło.