Zbita szyba i złamana ręka

– W ekonomii nazywa się to mitem zbitej szyby. Mit ten opisuje pewną sytuację, zresztą bardzo podobną do twojej. W pewnej miejscowości mieszkał sobie piekarz, który prowadził swoją własną piekarnię. Pewnego wieczoru chuligan zbił szybę. Rano zebrała się grupa osób i zaczęli pocieszać nieszczęśliwego piekarza następującymi słowami: W pewnej mierze z tej straty jest jakiś pożytek. Takie wypadki sprawiają, że przemysł ma zajęcie. Wszak ludzie muszą z czegoś żyć. Co stałoby się ze szklarzami, gdyby nigdy nie tłuczono szyb? A tak szklarz za zarobione pieniądze kupi garnitur albo nowe buty. Dzięki temu zarobi szewc lub krawiec, a potem jeden z nich kupi od rolnika trochę jabłek lub gruszek. Tak pieniądze będą krążyć w gospodarce i pobudzać ją do działania. Mit ten kończy się wypowiedzią piekarza, który wyprowadza gapiów z błędu, tłumacząc im, że przez ten akt wandalizmu gospodarka wcale nie została pobudzona, tylko nastąpiła strata.
Synu, skoro zauważyłeś, że coś tu jednak śmierdzi, to może mi wytłumaczysz, dlaczego gospodarka jednak straciła, a nie zyskała? – zwrócił się do Syna Ojciec.

– Nie wiem, Tato. Trudne pytania zadajesz. Wydaje mi się, że tak samo jak ja ten piekarz pewnie chciał na coś przeznaczyć te pieniądze i teraz musi z tego dobra zrezygnować, aby naprawić szybę. Ja wtedy zrezygnowałem ze stroju piłkarskiego.

– Bardzo dobrze, dokładnie tak było – pochwalił Syna Ojciec. – Zarówno ty, jak i ten piekarz tak samo pobudzilibyście gospodarkę, gdybyście kupili to, co pierwotnie chcieliście kupić. Dodatkowo, oprócz pobudzenia gospodarki, bylibyście bogatsi o tę rzecz. Paradoksalnie, gdyby ten mit był prawdziwy, można by dojść do wniosku, że wojny, kataklizmy czy zwykły wandalizm są dobre dla gospodarki i należałoby ciągle niszczyć własność prywatną lub publiczną. Jednak, jak już wcześniej zrozumiałeś, tak nie jest. Czy widzisz już teraz, jak ważne jest dostrzeganie rzeczy, których na pierwszy rzut oka nie widać? – zapytał Ojciec (, ).

– Tak, teraz już rozumiem. Tato, a ludzie naprawdę w taki mit wierzą? Przecież trudno uznać za prawdę to, że niszczenie powoduje rozwój.

Tak, wierzą, ale to nie jest do końca tak, że przychodzi do ludzi ekonomista czy polityk i mówi wprost, że dzisiaj będziemy niszczyć, abyśmy jutro mogli budować i rozwijać gospodarkę. Wtedy ludzie od razu wychwyciliby sprzeczność. To jest bardzo skomplikowany mechanizm i na pierwszy rzut oka jest on bardzo trudny do wychwycenia. To jest tak samo jak z bombonierką, na zewnątrz wszystkie czekoladki wyglądają pięknie, są ładnie zapakowanie i samym wzrokiem chciałoby się je zjeść. Jednak dopiero wtedy, gdy rozpakuje się czekoladkę, włoży do ust i przekona się, co tak naprawdę jest w środku, to dopiero można powiedzieć, czy ona jest smaczna czy nie – argumentował Tata.

– Aż mi się teraz zachciało bombonierki. Wiesz, Tato, nie chcę ci burzyć twojego dzieciństwa i zamiłowania do testowania smaków czekoladek, ale zawsze na spodzie opakowania takiej bombonierki jest informacja, jaki smak ma każda czekoladka i nie trzeba się niemile zaskakiwać – powiedział z uśmiechem Syn.

– Tak, wiem, że jest tam taka informacja, ale widzisz, ludzie są z natury nieufni i nie wierzą producentowi, że czekoladka w czerwonym sreberku ma orzechy, na które np. są uczuleni lub ich nie lubią. To samo jest z ekonomią, ludzie nie wierzą Bastiatowi, Misesowi, von Hayekowi, Smithowi oraz wielu innym i wolą sami się przekonać o „smaku czekoladki”. Ja staram ci się dać wiedzę, dzięki której nie tylko uwierzysz, ale także będziesz mógł sam sprawdzić, czy „dana czekoladka ma orzechy czy ich nie ma”, nawet nie wkładając jej do ust.

– Zamiast wiedzy na ten temat wolałbym dostać bombonierkę, ale i tak dziękuję. A te nazwiska, które wspominałeś wcześniej, mam sobie gdzieś zapisać czy co mam z nimi zrobić? – zapytał Syn.

– Jak skończymy tę rozmowę, to ekonomiści, o których wcześniej wspominałem, będą ci bardzo bliscy. Teraz postaram się wytłumaczyć ci na przykładach stricte ekonomicznych, dlaczego w ten mit tak łatwo uwierzyć i jak ważne jest szerokie spojrzenie na problem i dostrzeżenie rzeczy, których nie widać. Czasami wiele problemów ekonomicznych łatwiej jest zrozumieć, gdy przeniesiemy je z płaszczyzny państwa na płaszczyznę rodziny. Wtedy można dostrzec wiele nieścisłości, które nie są widoczne, gdy wypowiadamy się tylko o państwie. Spróbujemy teraz zrobić ten sam manewr, może nam się uda. Ja jako przykładny Ojciec, głowa rodziny, powinienem umieć zagospodarować czas wolny swoim dzieciom …

– Zgadzam się z tobą, dziękuję za komputer, Tato. Nie myślałem, że jest to twój obowiązek.

– Akurat o komputerze teraz nie myślałem. Myślałem o pracy wakacyjnej. Praca ta polegałaby na tym, że cała nasza rodzina, ty także, złożyłaby się na kosiarkę, grabie, mały traktorek i wynajem pola od naszego sąsiada. Złożylibyśmy się na pensję dla ciebie, ty byś przez całe wakacje kosił to pole, zbierał siano i pod koniec wakacji mielibyśmy sporo siana dla zwierząt. Co myślisz o tym?

Bardzo podoba mi się to, że zarobię pieniądze. Szkoda, że będą musiał wykazać się aktywnością fizyczną,jest mi to bardzo nie na rękę. Dodatkowo strasznie nie lubię kosić trawy. Tato, jedna rzecz mnie bardzo niepokoi – po co nam jest pole, trawa i siano skoro jedynymi zwierzętami mieszkającymi w naszym domu są komary i to tylko w lecie. Jak mi to wytłumaczysz, postaram się znaleźć motywację do koszenia, chociaż nie ukrywam, jestem drogim pracownikiem – uśmiechnął się Syn.

– Cieszę się, że się tak rozwijasz dzięki naszej rozmowie. Zauważyłeś duży problem ekonomiczny związany z robotami publicznymi.

– Tato, z jakimi robotami? Co to są roboty publiczne?

– Roboty publiczne to w wielkim uproszczeniu prace, które są wykonywane na zlecenie państwa za pieniądze podatników. Ich głównym zadaniem jest sfinansowanie przedsięwzięć, które teoretycznie przyniosą korzyści dla obywateli. Przykłady robót publicznych to: usypywanie wałów przeciwpowodziowych, naprawa ulic, budowa mostów, wiaduktów, melioracja rzek, kopanie kanałów i wiele innych czynności. Jednakże z tymi korzyściami w praktyce wygląda różnie.

– Ciągle nie rozumiem, co ma wspólnego moje hipotetyczne koszenie trawy dla urojonych zwierząt do budowy mostów, wiaduktów czy melioracji rzek – oznajmił Syn.

– Wszystko zależy od tego, jaki jest główny cel robót publicznych – zaczął Ojciec. Jeśli celem usypania wałów przeciwpowodziowych jest ochrona miasta przed zalaniem albo budowa mostu jest potrzebna mieszkańcom do skrócenia czasu podróży, to wszystko jest w porządku. Jednakże, gdy głównym celem robót publicznych jest stworzenie miejsc pracy i zapewnienia ludziom zajęcia przez 8 godz. dziennie, to wtedy możemy się zastanowić, czy to naprawdę ma sens i czy nie dochodzimy do takiej samej sytuacji, jaka ma miejsce przy koszeniu przez ciebie trawy. ty też dałeś się nabrać na pewne moje sztuczki. Po pierwsze, zgodziłeś się na to, że też będziesz się składał na swoją wypłatę za koszenie trawy, czyli tak naprawdę zamiast powiedzmy 10 zł za godzinę pracy, dostałbyś tylko 8 zł. Po drugie, dochodzimy tutaj do paradoksu, że ten sam efekt, czyli zagospodarowanie twojego wolnego czasu, uzyskalibyśmy, gdybyśmy te pieniądze dali tobie na kino, wycieczki czy dowolną inną rozrywkę. Teraz przenieśmy koszenie trawy na grunt państwowy. Wyobraź sobie, że w państwie bez pracy jest 2 tys. murarzy. Jakaś osoba z rządu wpadnie na genialny pomysł zbudowania 100 nowych szkół w różnych regionach kraju. Szczytny cel, prawda? Murarze mają zajęcie, państwo ma nowe szkoły, dzieci mają się gdzie uczyć, czyli wszystko na pierwszy rzut oka wygląda bardzo dobrze. Pamiętaj jednak o tym, czego nie widać, czyli, że celem zbudowania tych szkół nie było zapewnienie dzieciom godziwego miejsca do nauki, tylko zapewnienie murarzom zajęcia. Nie mamy gwarancji, że dzieci te szkoły wypełnią, nie wiemy, czy placówki edukacyjne są akurat w tej miejscowości potrzebne, może w innej bardziej by się przydały. Szkoły po zakończonej budowie będą generować nowe koszty, ponieważ trzeba je ogrzać, posprzątać, co pewien czas pomalować. Za koszty budowy i koszty utrzymania zapłaci podatnik, czyli także ten murarz, który przez kilka miesięcy miał pracę. Czy nie byłoby lepiej, gdyby murarz pracował nad czymś co przyniesie ludziom pożytek, a nie tylko jemu da pracę na kilka miesięcy? (Bastiat, 2009)[1]

  1. inspiracja dziełem Bastiata „Co widać, a czego nie widać” []